recent posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jestokbycsoba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jestokbycsoba. Pokaż wszystkie posty

I totally GAF

2018/11/16

I totally GAF

Miałam już wiele razy przestoje w pisaniu, ale nie wiem, czy w całej mojej blogerskiej ,,karierze" miałam przypadek, aby w listopadzie pisać dopiero drugi post w roku. Prawdą jest na pewno to, że przez ten rok -oprócz uczenia się do matury- nie zrobiłam nic pożytecznego, czegokolwiek aby rozwijać swoje pasje czy umiejętności. Jakby te jedenaście miesięcy było, ale ich nie przeżyłam. Z tych rzeczy ważniejszych, które działy się w moim życiu mogę wyróżnić jedynie przeprowadzkę do Warszawy, pozbycie się trądziku -chociaż już zdążył mi wrócić, więc w zasadzie tę kwestię można by pominąć- i podjęcie studiów na SWPSie Uniwersytecie Humanistycznospołecznym, na kierunku Psychologia Biznesu. W skrócie jest git i się trzymam! Co nadal nie zmienia faktu, że to był okres w którym byłam najgłupszą wersją siebie. Popełniałam błąd za błędem, także z tego miejsca przepraszam wszystkich ludzi, którzy natknęli się na mnie w tym roku -postanawiam poprawę i proszę o wyrozumiałość, czasami każdy głupieje. Najważniejsze jednak, że zdałam sobie z tego sprawę- tylko nadal pozostaje kwestia- co z tym dalej zrobić?

Jednak w tym roku również nauczyłam się najważniejszej rzeczy, a mianowicie tego, że czas który spędzamy sami ze sobą jest najcenniejszym czasem w naszym życiu. W Kielcach zazwyczaj spacerowałam z psem i za każdym razem, kiedy tylko wracam, powtarzam tę samą trasę. Codziennie. Nic mnie tak nie uszczęśliwia, jak zwierzaczki, a szczególnie moja Bajka, za którą tęsknię każdego dnia i do tej pory nie przywykłam do jej braku w Warszawie. I choć mogłabym o pieskach pisać i rozmawiać całe dnie, to jednak nie ta okazja. Kiedy indziej, obiecuję.
Wracając do tematu...
Jedną z tych rzeczy, które pamiętam, że mnie cieszyły- było pisanie. Może właśnie to wcześniej było tą moją chwilą dla siebie. Nieświadomie miałam przynajmniej parę razy w tygodniu swój rytuał myślenia -z racji tego, że myślenie ogólnie u mnie nieczęsto funkcjonuje- więc kiedy zrezygnowałam z bloga -bo przyznam się, miałam w planach was już porzucić- moim codziennym rytuałem stały się spacery z psem. W Warszawie jednak przez braki dużych parków niedaleko mojego mieszkania, albo chociaż takich, żebym nie bała się po nim chodzić, totalnie nie mam gdzie spacerować. Nie chciałabym też sama, bo to niebezpieczne i smutne, a z kimś, to już nie będzie mój czas. Nie zdawałam sobie sprawy, że życie z dala od mojego rodzinnego domu będzie aż tak ciężkie.
Dzisiaj kiedy myślałam, że sama stracę tylko czas siedząc w mieszkaniu robiąc schabowe -nie ma to niestety nic wspólnego ze najlepszymi schabowymi mojej mamy- moi kochani... doznałam olśnienia. I choć teraz brzmi to całkiem komicznie i śmiesznie -haha, olśnienie- totalnie nie żartuję. Przez przypadek natknęłam się na instagrama Julii Wieniawy, która czasem gdzieś się tam w telewizji czy internecie przewijała, ale jakoś nie zwracałam na jej osobę uwagi, a szczególnie jakoś bliżej na to co robi i czym się zajmuje. Jednak poczytałam, obejrzałam wywiad do DDTVN i pomyślałam sobie ,,zgubiłam się". I nie chcę tu nikogo obrażać, jedynie kogo mogę to siebie. Poczułam, że zgubiłam przez ten rok gdzieś po drodze moje ambicje, moje plany, moje samozaparcie i dążenie do spełnienia wyznaczonych przez siebie celów. Z jednej strony wiedziałam, że marnuję czas, że nic nie robię, ale nie czułam żadnych wyrzutów sumienia. Nawet kiedy wypominała mi to jedna z ważniejszych osób w moim życiu -która praktycznie znała mnie całe życie- kiedyś pewnej nocy na balkonie... nawet się nie przejęłam, jakby wcale te słowa mnie nie dotyczyły. Patrząc na to teraz zastanawiam się jak do tego doszło, że przestałam brać na poważnie słowa osób, które potrafiły nawet przewidzieć, co zrobię zaraz czy co powiem. Kiedy...?
Chciałabym to najlepiej zwalić na nowe miasto, bo wyjeżdżając tu myślałam, że się rozwinę, będę robić coś co idzie razem z wyznawanymi przeze mnie wartościami. Byłam nastawiona na ,,jestem młodą kobietą sukcesu w wielkim mieście and IDGAF!''. Zamiast tego- I totally GAF... Coś nie zaskoczyło jak powinno i wszystko zaczęło iść w totalnie innym kierunku. Cały wolny czas, jaki dla siebie miałam wcześniej zamieniłam na znajomych, imprezy, a nawet kiedy nie miałam planów- wymieniłam go na Netflixa i definitywnie go marnowałam. Czas leciał, a ja nic z tym nie robiłam. Chodziłam niby do pracy, ale każda moja praca od wakacji, była czymś w czym nie czułam się dobrze. Nie czułam się sobą. Wiedziałam, że marnuję czas, bo nigdzie mnie ta praca nie pchnie, jedyne co będę miała to jakieś tam doświadczenie po prostu w pracy, ale to nadal nie to czego chcę od życia. Jakiś czas temu podczas sesji zdjęciowej dla NA-KD oraz hiHybrid, miałam okazję porozmawiać z Martą Polakow, c.o. Tailor Made PR. I strasznie chcę jej za to podziękować, bo to był już pierwszy pewnego rodzaju pstryczek dla mnie, że kurde... mam naprawdę wysokie ambicje, plany, cele i łeb jak sklep (co nawet zostało przez Martę dostrzeżone!)... więc dlaczego siedzę w galerii handlowej, w pracy która mnie nie satysfakcjonuje, a mało tego- nie byłam doceniana, zamiast rozwijać się w swojej branży? I wtedy na wieści, że nie chcą takiej kierowniczki jak ja w sklepie odzieżowym- poczułam pewnego rodzaju ulgę. Nie chciałam się sama zwalniać, bo czesne na studia opłacam z własnej kieszeni, więc miałam pewnego rodzaju stabilność, że pewnego dnia nie zostanę z brakiem środków na naukę. Jednak od kiedy nie pracuję, nie mam tony obowiązków i papierów nad głową i mogę spokojnie wyjść na miasto nie martwiąc się, czy któraś z dziewczyn przyjdzie mi do pracy jutro, czuję się szczęśliwsza i przede wszystkim... mam większego kopa, żeby szukać czegoś dla siebie, a nie robić byle co, byle robić. Ludzie w Warszawie narzekają strasznie na pracowników, że im się nie chce, że są tacy fu i tacy ble, ale sama z własnego doświadczenia wiem, że tutaj nie siedzi problem w pracownikach, ale pracodawcach. Wymaga się od nas zaangażowania i solidnej pracy, za przykładowe 13,70/h, kiedy bardzo często nie jesteśmy doceniani, mało tego, pracodawcy traktują nas jak roboty i śmieciuszki. Jeżeli wymagamy szacunku od drugiej osoby, sami go dawajmy innym. Nie spotkałam się w stolicy jeszcze z dobrym pracodawcą, mało tego, raz nawet nie została wypłacona mi pensja 👌

Bardzo prawdopodobnie zgubiliście się w tych moich wyplocinach tak samo dawno jak i ja. Zauważyłam, że zawsze na moim blogu do końca nikt nie wiedział o co chodziło, ale może to też dlatego, że zawsze pisze to co mi do głowy przyjdzie i cały mój po kolei tok rozumowania, dokładnie tak, jak jakbym sama ze sobą rozmawiała i nie interesowałoby mnie to, czy ktoś to zrozumie, czy też nie. Całe moje myśli, bez przemyślenia przepisuję tutaj, może dlatego jestem tak bardzo zżyta z tą stroną i ludźmi, którzy od dawien dawna ze mną tutaj są. 

Takim oto sposobem, bezrobotnaja, wracam jak syn marnotrawny do was, ale czuję się, jakbym wróciła własnie do domu. Pomimo tego, że upubliczniam tutaj swoje przemyślenia i dużą cząstkę mnie, czuje się bezpieczna. Życzcie mi powodzenia, bo przyda się! Możecie się spodziewać myślę, że w najbliższym czasie nowych postów, chociaż natłok prac na uczelnię w tym momencie mnie załamuje, bo -jak zwykle, kto by pomyślał- zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę i nie wiem jak mi się uda z tym wszystkim wyrobić.


Cudowne zdjęcia oczywiście wykonane przez Szymona Boczka, instagram @szymonboczek

XOXO,
Aleksandra

BEDROOM SERIES X SANSLO

2017/11/27

BEDROOM SERIES X SANSLO
W zasadzie sesja ta ma już z półtora roku, ale nie wiem dlaczego nigdy jej tu nie opublikowałam. Cała seria robiona przez fotograf Maję Wiraszkę, miała na celu ukazanie naturalnego piękna, tacy jak się budzimy. Oto więc ja i Emma w swoim naturalnym środowisku. Takie, jakie po prostu jesteśmy. Uśmiechnięte, cieszące się życiem nastolatki, które starają przekazać innym to co najważniejsze- wiarę w siebie i swoje możliwości, to, że warto sięgać po ryzyko i, że nie ma nic mocniejszego, jak miłość do siebie i swojego ciała.






MAM TYLKO 19 LAT

2017/10/15


Mam aż 19 lat i nic ze swoim życiem nie zrobiłam...

W zasadzie powinnam teraz uczyć się do sprawdzianu, jednak jakiś czas temu natchnęło mnie, aby napisać ten post. Parę dni temu siedziałam przed lustrem patrząc się na siebie, zastanawiałam się nad tym jak to się stało, że zaraz będę miała 20 lat i nic ze swoim życiem nie zrobiłam. Dziewczyny w moim wieku typu Angelika Mucha czy Julia Wieniawa podążają cały czas za marzeniami, podróżują po świecie, ładnie wyglądają i mają przepiękne ubrania, o których ja mogłabym tylko pomarzyć (i w zasadzie serio śnią mi się po nocach!). Chociaż nie podzielam całej ich pracy naprawdę je podziwiam. Mówię to całkiem szczerze i bez najmniejszego sarkazmu. Ponieważ dziewczyny dotarły na sam szczyt same i nikt im w tym nie pomagał.

PORANKI

2017/02/10



We were staying in Paris
To get away from your parents
And I thought "Wow, if I could take this in a shot right now
I don't think that we could work this out"

Out on the terrace
I don't know if it's fair but I thought "How could I let you fall by yourself
While I'm wasted with someone else"

-The Chainsmokers - Paris

LEKCJE Z 2016

2017/01/09

LEKCJE Z 2016

Nie wiem jak wy, ale ja cieszę się, że 2016 dobiegł już końca. Chociaż krążąc po mediach społecznościowych i słuchając moich znajomych, mogę śmiało przyznać, że nie jestem jedyną osobą, która się tym końcem cieszy. Ten rok był dla mnie dość trudny, zaczynając od problemów z ludźmi, przez podejmowanie trudnych decyzji, kończąc na odkrywaniu siebie. Ogółem nie uważam, że zmarnowałam ten rok, ponieważ lekcje, jakie mi życie dało ogromnie mi się przydadzą (,,nigdy porażka, zawsze lekcja") i będę się starać zawsze na nie patrzeć.

Przyznam się, że nie miałam wcześniej bardziej stresującego roku. Przynajmniej sobie nie przypominam. Prawo jazdy, problemy egzystencjalne, z przyjaciółmi, oczekiwania, zawody. Nagle najbliżsi ludzie, stają się tymi najdalszymi, a najdalsi- najbliższymi. Brałam dużo tabletek na uspokojenie, które często nawet nie pomagały, a ja bałam się o swoje zdrowie. Chociaż do tej pory awaryjnie mam parę na zapas w portfelu. Każdy się śmiał, że przez to schudnę tak, że będę robiła za wieszak na ubrania, myślałam, że chociaż taki plus tego będzie, ale nie- przytyłam 8kg, paradoks i śmiech na sali. Teraz patrząc wstecz, żałuję, że się tak wszystkim przejmowałam. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy zadawałam sobie pytanie "Czy było warto?". Zawsze odpowiedzą na to pytanie było "Nie". Niepotrzebnie wylane łzy, niepotrzebnie niszczyłam sobie zdrowie. Czasem lepiej jest odpuścić. Jeżeli jesteśmy dobrymi ludźmi, dobro zawsze przejdzie na naszą stronę.

Największym minusem jest stracony czas. Chociaż cały czas zastanawiam się, czy słowo ,,stracony" jest tutaj odpowiednie. Z jednej strony uświadamiam sobie ile mogłam zrobić fajnych rzeczy, innych, gdybym spędziła go inaczej, nie marnując czasu na zbędnych ludzi, zbędne rzeczy i godziny patrzenia się w sufit i rozmyślaniu nad tym. Z drugiej patrzę na to ile dzięki temu się nauczyłam. Każde przeżycie, nowa sytuacja jest dla nas wspaniałą lekcją. Nie można nazwać nauki stratą czasu, zawsze kiedy dowiadujemy się czegoś nowego, jest to brylancik wpadający do naszej głowy. Nic nie da nam takich lekcji, jak życie.



2016 był dla mnie rokiem w którym dużo mówiłam, a mało robiłam. Do tej pory w każdym zeszycie znajduję z tyłu kolejne zapiski, projekty, pomysły czy nawet wynalazki. Może dwa moje pomysły się ziściły. Mam ten problem, że kiedy już wpadnę na jakiś pomysł, chciałabym go jak najszybciej zrealizować, siedzę nad każdym, potem zapominam, zajmuję się czymś innym i skaczę od jednego do drugiego, może pod koniec kolejnego miesiąca zajrzę, do tego nad którym pracowałam tydzień temu, bo teraz zajmuję się czymś innym. Kończy się zawsze tak samo- że do końca niczego nie robię. Ustaliłam, że w 2017 roku nie będę popełniała tych błędów. Teraz już wiem, że jeżeli coś zaczynam, jedną konkretną rzecz muszę się nią zająć od początku do końca i cisnąć, aż do skutku. Jeżeli zajmujemy się za dużą liczbą rzeczy, robimy sobie niepotrzebny bałagan i zaczynamy się gubić. To tak jak z bałaganem w pokoju. Położysz na komodzie kanapkę, potem zapomnisz, albo myślisz, że zajmiesz się tym jutro, obok niej jutro ląduje jabłko, potem położysz na to ścierę, albo zrzucisz, w ciągu 3 dni, nie wiesz gdzie to jest, twój pokój zamienia się w kompletny syf. A jak już widzisz, że się nie da przejść, zaczynasz sprzątać i to co zostało jest już na tyle bezużyteczne, że wyrzucasz to do kosza.

Może teraz coś, co naprawdę kocham oooo tak...

Podróże. Podróże kształcą. I chyba nie muszę o tym tak długo pisać, chociaż każdy wie, że mogłabym o tym pisać i opowiadać godzinami. Tyle ile nauczyłam się dzięki podróżom, nie nauczyłam się w szkole z podręcznika. I nie chodzi mi już o to, ile dzieł sztuki zobaczyłam w Petersburgu, ile odwiedziłam muzeów, kościołów, z iloma przewodnikami nie rozmawiałam. Chodzi o zwykłe życie, poznawanie różnych kultur, ludzi, języków, zdobywanie doświadczeń. Uwielbiam poznawać nowych ludzi. Uczyć się od nich, nikt Ci tak nie pokaże cudzej kultury, żaden film, żaden podręcznik... no chyba, że chcesz jedynie się dowiedzieć w jakim roku powstał Teatr Maryjski, ale to każdy głupi potrafi. Mnie zawsze interesowały te mniej turystyczne miejsca, kawiarnie, place, budowle, które mają swoją tajemniczą przeszłość. Poznawanie tamtejszych ludzi, legend, plotek, historii. Życie typowego tamtejszego. I ile się nie nasłuchałam stereotypów o ludziach, że Ruscy to są tacy, że Ukraińcy to tacy, a Włosi to jeszcze inni. Spotykając się z ludźmi, rozmawiając z nimi, nigdy w życiu nie połączyłabym znanych mi stereotypów z poznanymi mi ludźmi. Chyba, że może po prostu nie spotkałam typowego Kowalskiego...

Jednak nikt tak nie trzyma przy ziemi jak wiara w siebie, w swoje możliwości. Trzymanie się swoich ideałów, zasad, ludzi, którzy Cię nigdy nie zawiedli i na których można polegać. Być zawsze z rodziną, nieważne czy tą genetyczną, czy bandą z podwórka. Rodzina to nie tylko więzi DNA, ale to ogrom uczuć, powiązań- ważnych. Czasem więzy krwi nie wystarczają. Olać resztę ludzi, którzy nie mają o nas pojęcia, nie mają żadnego wpływu na naszą przyszłość i na nasze życie. Niektórzy czasem nie są warci abyśmy zamienili z nimi słowo. Są ludzie, którzy zawsze będą chcieli uprzykrzać życie innym aby pokazać się w towarzystwie, zapunktować u kumpli, kiedy powiedzą coś głupiego, byleby otrzymać czyjąś aprobatę. Ludzie zakompleksieni, mający masę swoich problemów na głowie, lub po prostu znudzeni życiem. Zazdrość, zawiść, coś czego oni nie mogą dosięgnąć, albo Ci, którym czegoś brakuje. Zauważyłam, że ludzie często nie lubią innych ludzi, którzy są pewni siebie, mają wszystko w dupie i dążą tylko swoją ścieżką. Z miłą chęcią o tym poczytam, jeżeli podrzucicie mi jakąś książkę. Dla mnie jest to nie do ogarnięcia. Jak można tak bardzo interesować się czyimś życiem i jak może czyjś smutek sprawiać przyjemność, szczególnie, kiedy nic nikomu nie zrobimy.

Po prostu róbmy w życiu swoje, nie zwracając uwagi na innych ludzi. To my rządzimy swoim życiem. Korzystajmy więc z niego ile tylko wlezie, róbmy głupoty, popełniajmy błędy, zbierajmy doświadczenie, przepierdalajmy pieniądze i wystawiajmy głowę z pociągu tylko po to, aby popatrzeć na domy i ludzi wokół torów. Walczmy o nasze.



2016 był rokiem, przez którego nie mogę zliczyć siniaków na dupsku. Pokopał mnie tak, że gdyby tylko miał twarz, to byśmy sobie inaczej porozmawiali. Powinien sobie szukać prawnika.

Jednak uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Ale dzięki temu wkraczam w 2017 rok z metalowym zadkiem, wieloma zapiskami w dzienniku, które od razu po przeczytaniu dają mi motywację i nakazują się nie poddawać i iść dalej. Tamten rok był rokiem dla mnie. Abym się z niego uczyła ile tylko mogę. Z pewnością zauważyliście moją zaniżoną aktywność na mediach społecznościowych, blogu, wszędzie. Musiałam poświecić czas sobie. I z dnia na dzień czuję się mądrzejsza, zdobywam wiedzę, którą nigdy nie myślałam, że się zainteresuję, uświadamiam sobie z dnia na dzień coraz więcej rzeczy. Jakby nie patrzeć na wszystkie minusy w ciągu całego 2016 roku, wyciągnęłam z niego o wiele więcej plusów. Zobaczyłam kto jest uczestnikiem w moim życiu, a kto tylko obserwatorem, kto podkładał mi kłody, a kto je zabierał. Dziękuję wszystkim, dzięki którym ten rok dał mi tyle ile tylko mogłam zgarnąć dla siebie, którzy pomogli mi zrozumieć kim jestem i czego potrzebuję. Dziękuję tym, którzy zawsze byli przy mnie. Nie zapomnę tego co dla mnie zrobiliście nigdy.

Mam nadzieję, że niektóre moje posty o akceptacji siebie, motywacyjne Wam pomogły i chociaż tutaj nie zmarnowałam tego czasu. Jestem z Wami szczera, chcę jak najwięcej dać od siebie. I chociaż wiem, że moja liczba czytelników znacznie spadła, mój blog nie cieszy się taką popularnością jak kiedyś, czuję się spełniona pisząc tutaj. Od jakiegoś czasu się nawet zastanawiałam, czy może nie napisać książki? Może się to wydawać głupie, ale im więcej piszę tym bardziej czuję, że chciałabym pokazać światu prawdziwą mnie. To co siedzi głęboko, głęboko i nie każdy ma do tego dostęp. Wszystkie moje doświadczenia z tego roku pokazały mi, pokazałam samej sobie, że jestem wartościową osobą. Nie jestem tylko ładnie wyglądającą osobą wstawiającą foteczki na instagrama, ale umiem myśleć, trzymam się swoich zasad i z czasem jestem coraz silniejsza.
Życzę każdemu, aby poczuł się dobrym człowiekiem. Jeżeli sami nie zaakceptujemy siebie, to dlaczego ktoś inny ma nas zaakceptować?

XOXO,

Ola


POŁĄCZYĆ COŚ WARTOŚCIOWEGO Z MODĄ

2016/11/13

POŁĄCZYĆ COŚ WARTOŚCIOWEGO Z MODĄ

Jak chodzę i żyję nigdy nie sądziłam, że do napisania postu zainspiruje mnie Anonim... przenigdy. Komentarz wziął się z mojego postu (w skrócie) w którym pisałam, że chciałabym, aby mój blog w końcu zaczął pokazywać coś wartościowego, jednak nie chcę rezygnować z postów modowych, ponieważ dobrze się czuję w tym fachu i przede wszystkim lubię to robić.
Po pierwsze, jak mnie irytuje to, kiedy ktoś uważa modę za nieznaczące gówno. Bo co z tego, że w 2015 roku rynek odzieżowy wart był ponad 7 mld euro. Moda jest dla mnie czymś, co pozwala mi często wyrazić siebie. To jak się ubieramy często świadczy o nas samych i wiele za nas mówi. Często przez to jak się ubieramy możemy się domyślać do jakiej grupy społecznej należymy. Jeżeli idziesz ulicą i widzisz dziewczynę z irokezem, glanach i skórzanej kurtce z ćwiekami od razu możesz się domyślać, że jest punkiem. Za to mężczyzna idący za nią z teczką i w garniturze z pewnością śpieszy się na spotkanie biznesowe. Po ubiorze z pewnością też dostrzeżesz człowieka bardziej zamożnego i tego z niższej klasy majątkowej. 
Zależy do tego jak patrzymy na pojęcie "moda". Jeżeli chcemy mówić o tym, aby kierować się głównie trendami, w które jednak trudno nie wejść, skoro kupujemy ubrania w sieciówkach, sama uważam za głupotę. Moim zdaniem moda jest fajna wtedy, kiedy możemy się nią bawić. Kiedy nie kierujemy się tylko trendami, ale dzięki temu jak się ubieramy, możemy pokazać kawałek siebie. Jeżeli ubieram się oryginalnie, jeżeli ubieram się na swój sposób, pokazuję, że jestem odważa i indywidualna. Nie boję się ubierać tak jak mi się podoba, nie chcę być więziona w klatce, przez ludzi, przez to co mówią i jak mnie osądzają. Dzięki temu, że prowadzę bloga, że publikuję tutaj różniaste stylizacje, każda jest inna od drugiej, nabieram odwagi, nie boję się pokazywać siebie. 
Jakby nie patrzeć, jest też jednym z rodzai porozumiewania się. Jeżeli ubieram się na czarno, grubo, noszę ostrą biżuterię, chcę zasygnalizować, że nie jestem zainteresowana rozmową z Tobą. Jak mężczyzna widzi kobietę w klubie, w krótkiej sukni z rozcięciem na nodze, wyraźnie chce poinformować, że dzisiaj chce pokazać swoją odwagę i zmysłowość, chcąc nie chcąc, zachęcając przy tym facetów.
Moda i styl, posiada jednak swoje "drugie dno". Pomaga nam wyrazić siebie. Dlatego też uważam, że powyższy komentarz można wydrukować i użyć zamiast papieru toaletowego.

XOXO,

Ola 


PODJĘŁAM WALKĘ Z TRĄDZIKIEM! No make-up video

2016/11/11

PODJĘŁAM WALKĘ Z TRĄDZIKIEM! No make-up video

PRZYJACIELA POZNASZ W BIEDZIE

2016/11/06

PRZYJACIELA POZNASZ W BIEDZIE
"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" i wiecie co? To jest najlepsze powiedzenie i najświętsze na świecie, jakie tylko mieliśmy okazje widzieć. I myślę, że każdy się już tego nauczył. A jeżeli ktoś nie doświadczył takiej sytuacji, aby to powiedzenie się sprawdziło, to trzeba mieć niezłego nosa do ludzi i tego zazdroszczę. Dopiero teraz, kiedy poznałam ludzi, którzy mi tłumaczyli i tłukli do głowy, że zadaję się z nieodpowiednimi osobami, uświadomiłam sobie ile czasu straciłam na tych, którzy zamiast ciągnąć mnie w górę, ciągnęli mnie w dół. Przykro mi patrzeć na to wszystko z jednej strony, miałam tylu dobrych znajomych od lat i dopiero kiedy przyszło co do czego, okazało się, że są mi tak zbędni. Trzeba zacząć zwracać uwagę na jakość, nie ilość czy korzyści, które płyną z pewnych znajomości.

Osobiście uważam, że każdy za małe podwinięcia zasługuje na drugą szansę. Czasem niektórym dłużej schodzi na dojściu do wniosku, że się po prostu zjebało sytuację. Jednak ile można dawać szans i jak długo trzeba oczekiwać poprawy. Skoro kolejna i kolejna szansa zostaje zmarnowana, to po co tracić czas? Zbędne.

Życie jest za krótkie, a momenty są zbyt niesamowite, aby spędzać je z niewłaściwymi ludźmi. Trzeba zerkać na tych, przy których się zawsze dobrze czujemy, którzy zawsze, kiedy tylko będą mogli nam pomogą. Przyjaźń nie opiera się tylko na braku pohamowań, na tym, że zawsze fajnie się pośmiejemy, pójdziemy razem do najlepszych klubów czy ponagrywamy śmieszne snapy. Przyjaźń to zaufanie, otwartość, to osoba, która wsiądzie do samochodu z Tobą i będzie potrafiła pojechać prosto bez żadnych planów. To osoba, która zawsze Cię wesprze, nawet w najbardziej szalonym planie. To osoba, którą najbardziej interesuje to, co masz w środku, to kim jesteś, a nie to co masz. To osoba, z którą kupisz bilet w jedną stronę na samolot trzy godziny przed wylotem, a w walizce macie tylko pary majtek na jutro. I ważne jest tylko to, że spędzacie czas razem, ważne są wspomnienia i ważne są nabyte doświadczenia. To osoba, z którą najlepsza impreza jest nawet na środku wypizdowia, niczego z tanim winem, kupionym na stacji benzynowej oddalonej o 10 kilometrów. Nie liczycie czasu, nie liczycie dni. Liczą się tylko przebyte razem chwile. 

Zawsze otaczaj się osobami, którzy okażą się najlepszą opoką nawet w najgorszej sytuacji. Bo to właśnie w takich momentach ludzie pokazują swoje prawdziwe intencje. Największe gówno zaczyta się wtedy, kiedy przychodzi matura, kiedy przychodzą studia, kiedy zaczyna się wojna o to, kto jest lepszy od drugiego. Wtedy, kiedy ktoś może mieć lepiej od drugiego, wkładając w to mniej wysiłku. Kiedy jednemu się udaje coś większego. Kiedy jedno ma lepszą pracę, kiedy ktoś dostaje lepszą punktacje z projektu, nawet przy takich małych sytuacjach, jak różniąca się ocena ze sprawdzianu, do którego uczyliście się razem. Wszędzie, nawet w najmniej ważnych i drobnych sprawach można dostrzec przyjaciela. 


Pamiętajcie, aby skupiać się na ludziach, którzy są warci waszej uwagi. Wyrzućcie tych, którzy nie dają wam nic od siebie. Bo najgorszy jest moment, kiedy okazuje się, że osoba której ufamy, ta przyjaciółka z którą siedzisz w ławce od dwóch lat i gadacie o wszystkim- zawiedzie. Po prostu zawiedzie, okaże się najgorszą szują, jaką widziałeś w życiu. Otaczanie się odpowiednimi ludźmi zawsze poprawia samopoczucie, a czasami nawet ratuje dupę od najgorszego. Myślcie o sobie pierwsi, nie dogodzicie nikomu, dopóki sami nie dogodzicie sobie.

XOXO,

Ola

ON THE WAY TO FIND MYSELF

2016/11/02

ON THE WAY TO FIND MYSELF

Nie tylko chcę osiągnąć cel w życiu, ale czuć się w nim spełniona.

Przechodząc po różnych stronach w internecie, czy to youtube, czy to blogi czy instagram zauważyłam, że im więcej ludzie mówią, tym mniej mają do powiedzenia. Wszyscy teraz zamykają się w sobie, mówią tylko o tym, o czym pozwolą im menadżerowie, sponsorzy czy opiekunowie. Ewentualnie ograniczają się swoją wiedzą do przydzielonej tematyki i nawet nie mają pojęcia co się dzieje na świecie. Przyznam, że jakiś czas temu również miałam zamknięte oczy na inne tematy, niż to co dotyczy mojego bloga i moich zainteresowań. W pewnym momencie poznałam kogoś, kto pokazał mi jak widok na świat i otoczenie jest ważne. Jak potrzebne jest własne zdanie i ile wartości to za sobą niesie. To jest start, na odkrywanie samego siebie. Większość ludzi w moim wieku zaczyna studia, planuje swoje życie i jest pewnym tego co chce robić. Ja? Oczywiście mam plany. Moje plany się snują na najbliższe cztery lata. Chcę skończyć szkołę, chcę iść na studia i dalej się uczyć. W najbliższym roku chcę zwiedzić kolejne państwa i nadrobić stracony czas w dzieciństwie, kiedy siedziałam na dupie i nic ze sobą nie robiłam. Jednak plany planami. Wyjazdy i nauka. Wszyscy zawsze skupiamy się na tych prostych rzeczach. Czasem w tym wszystkim gubiąc samych siebie. Mam 18 lat i szczerze mówiąc?... nie znam samej siebie. Idę przed siebie i czuję się, jakbym żyła w ciemni, chodziła po omacku przez wszystko co mi się przytrafia. Z jednej strony czuję się trochę artystką, lubię przekazywać emocje poprzez fotografię, pisanie, nagrywanie filmów, muzykę, taniec, śpiew czy odgrywanie roli. Z drugiej strony nawet sama nie znam tych emocji. W życiu niczego mi nie brakuje, mam kochającą rodzinę, dom, dobrych znajomych, jednak cały czas brakuje mi czegoś, i jakby ktoś mi kazał podsumować swoje życie i powiedzieć czy jestem szczęśliwa... odpowiedziałabym, że nie. Z wiekiem sobie uświadamiam, że do szczęścia nie są nam potrzebne tylko rzeczy materialne, rodzina, miłość i samorealizacja, ale również znajomość samego siebie, sami sobie jesteśmy potrzebni bardziej niż nowe Audi czy willa z basenem. Na najbliższe lata, poprzez wszystkie moje plany na wyjazdy jest też drugie dno- poznanie samej siebie. Odnalezienie celu i swojej roli w tym świecie. Chciałabym, aby w końcu ten blog zaczął nieść za sobą jakieś wartości, przeznaczenie, aby moja rola tutaj miała sens dla Was, ale również i dla mnie. Prowadzenie tej strony zawsze było w większości przeznaczone dla moich czytelników. Dla mnie trochę jak dodatek do pamiętnika (tak, piszę go od kiedy tylko umiem pisać) i wspomnień, których nigdy nikt mi nie zabierze (nie to co ostatnia kasacja dysku na moim komputerze, a za tym poszły wszystkie moje zdjęcia z ostatniego roku). Chcę pokazywać tu jak dążę do celu, jak odkrywam siebie i dzięki jakim rzeczom. Pokażę trochę tej prawdziwej mnie. Znów chcę odczuwać tą radość życia, kiedy byłam małą Olą. I bez bicia przyznam, że od kiedy zaczęłam zdobywać większe pole obserwujących i się przedstawiać jako Aleksandra, to w dupie mi się poprzewracało. Zaczęłam wiele rzeczy często robić pod publikę, tak aby przykuć jak największą ilość widzów. Teraz z miłą chęcią ukryłabym tą nieszczęsną liczbę obserwujących i polubień pod każdym zdjęciem. Zauważyłam , że przez to nie tylko popsułam się kiedyś ja, ale też wiele innych ludzi. To jak niektórzy zmieniają nastawienie (pozytywne jak i negatywne) do osób z większą ilością followersów jest aż przytłaczające. Jednak chociaż mnie zawsze interesowała moja oglądalność, nie przykuwałam uwagi do osób z większą ilością. Tak naprawdę wszyscy jesteśmy równi, ja nie jestem lepsza od nikogo i nikt nie jest lepszy ode mnie. Mam nadzieję, jak najszybciej się odciąć od poczucia bycia dla publiki, ale zacząć w końcu być dla siebie i życzę tego każdej osobie.
Oczywiście nadal chcę publikować tutaj posty modowe czy z sesji zdjęciowych, bo tego jestem w sobie na sto procent pewna, że jest to coś co lubię. Mam nadzieję, że w niedalekim czasie również będę w stanie otworzyć własną stronę internetową, jednak na ten moment mam sporo kosztów przeznaczonych na samorealizację. Myślę jednak, że spodoba Wam się trochę nowości na moim blogu, szczególnie ta tematyka, kiedy wiele osób w moim wieku samo się pogubiło w tym ogromnym świecie. A odkrywanie siebie, swoich emocji, poznawanie coraz większej ilości rzeczy, samorealizacja są najważniejszymi rzeczami, jakie każdy człowiek powinien posiąść. 

☼ PIĘKNE SŁOŃCE I LUŹNE DNI ✿

2016/04/05

☼ PIĘKNE SŁOŃCE I LUŹNE DNI ✿

Hej! Dawno chyba nie pisałam postu, który nie jest powiązany z konkretną tematyką. Oops... ten też nie będzie luźny. Przynajmniej nie do końca. Piękne słońce wychodzi i zdecydowanie daję się we znaki. Dobra pogoda zdecydowanie wpływa na nasze samopoczucie i nastawienie do wszystkiego. Nie trzeba nawet przeprowadzać na to specjalnych badań, aby mieć pewność. Chociaż myślę, że jakby poszukać to i takie by się znalazły. Aby nie rzucać słów na wiatr chciałam Wam pokazać pierwsze zdjęcia na tym blogu moje! bez makijażu. Może Was zaskoczę, ale cienie pod moimi oczami są nie spowodowane krótką ilością snu. Taka już moja uroda. Nie wiecie co się dzieje, kiedy się nie wyśpię! Koła jak u samochodu, a kosmetyki odmawiają posłuszeństwa i nie chcą pokrywać wszystkiego tak jak ja bym chciała. Jak znacie jakieś dobre korektory pod oczy, to piszcie w komentarzach- przetestuję. 



Uwielbiam tak luźne i piękne dni, jak takie! Rano odwiedziłam jednego lekarza, a po południu kolejnego. Czyli kolejne plusy z życia Sanswell- tyle ile ja się nachodzę do lekarzy, to moja babcia u tylu w życiu nie była. Niby życzenie zdrowia w życzeniach urodzinowych jest oklepane, stałe i powszechne. Jednak szkoda, że nie zwracamy takiej uwagi na słowo ZDROWIE. Szczerze by mi się przydało, chciałabym być kiedyś zdrowa jak ryba, jednak do takiego okazu mi daleko. Otwarcie łapię wszystkie choroby, jakie się napatoczą. Zdrowie doceniamy wtedy, kiedy nam go strasznie brakuje. Przez parę moich przypadków musiałam zrezygnować z wielu pasji, które kochałam jak akrobatyka sportowa. Strasznie mi brakuje tych czasów, kiedy nic mi nie było i mogłam robić to, na co mam ochotę. "...ty jesteś jak zdrowie; Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił."



Przy takim podróżowaniu odpuściłam szkołę, ponieważ prawdopodobnie nie wyrobiłabym się tego dnia ze wszystkim. Wstając o 8, ogrom spraw załatwiłam do godziny 12 i  byłam w szoku ile dnia marnuję wstając w wolne dni o godzinie 13... Czas się przestawić. 










Koszulka ZARA // Bluza ROMWE // Spodnie TOPSHOP // buty ADIDAS SUPERSTAR



Zakładamy luźne ciuchy i wyruszamy poza teren czterech domowych ścian. A w pełne spokoju dni nie ma nic lepszego, jak spędzenie dnia w gronie przyjaciół jedząc górę pysznego jedzenia!


Sukienka PULL&BEAR


Chciałam ostatnio napisać notkę mniej tematyczną. Trochę rzeczy z mojego życia, zdjęć, które też sama wykonuję. Dajce znać, czy będziecie czasem chcieli poczytać coś nieograniczonego. Z miłą chęcią podzielę się moimi dniami i anegdotkami. Wprowadziłam kiedyś serię "A day in my life", jednak w nich pojawiały się same zdjęcia. Można uznać, że w pewien sposób jest to mała kontynuacja, jednak polubiłam rozpisywanie się i gadanie do Was. Po co mam się ograniczać!

☼ JEST OK BYĆ SOBĄ ☼

2016/03/28

☼ JEST OK BYĆ SOBĄ ☼

Cały tekst do tego posta miałam ułożony w głowie już o wiele wcześniej, gdyż o wiele wcześniej chciałam z nim wystartować. Jednak w tym momencie, kiedy przyszło mi do pisania, nie mam pojęcia od czego chciałabym zacząć. Mam nadzieję, że dobrze wyjdzie w praniu i przekażę Wam to co miałam do przekazania już dawno.
Więc najlepiej zacznijmy od początku...


Od kiedy pojawiłam się na Social Media różnego rodzaju zawsze starałam się pokazać od tej najlepszej strony. Zawsze perfekcyjnie umalowana, ubrana w idealną stylizację, zdjęcia z tego lepszego profilu, a jak poza w lustrze, to tylko tak, aby widniały same moje atuty. Zebrałam na swoim wizerunku szersze pole odbiorców i w pewien sposób byłam z tego dumna. Pierwsze tysiące na Snapchacie, czy Instagramie, setki lajków pod zdjęciami i odpowiedziami na asku. Miałam niezłą zabawę. Lecz w pewnym momencie zaczęło mi czegoś bardzo brakować. Coś co widzieli moi znajomi, co widziała moja mama. W pewien sposób uciekałam do internetu z moją wyidealizowaną osobowością. Starałam się być kimś innym. Zostawiałam swoje kompleksy za sobą, zostawiałam kłótnie z przyjaciółmi, zostawiałam wszystko to, czego nie chciałam przyjmować do siebie, bo przecież w internecie ludzie tego nie widzą. Tam czułam się bezpieczna, a przecież każdy z nas lubi czuć się bezpiecznie. Jesteśmy ludźmi i chociaż bardzo chcielibyśmy się od siebie różnić, niektórych rzeczy się nie da zmienić. Zgubiłam w tym wszystkim samą siebie. 


Większość ludzi patrząc na mnie i mój szeroko pojęty optymizm myślała sobie, że nie mam kompleksów, nie mam problemów, mam idealne życie bo przecież cały czas się uśmiecham. Wszyscy byli w błędzie. Byłam mocno zakompleksioną laską, która chciała w sobie tak wiele zmienić. Najtrudniej jest zaakceptować siebie. Potem pójdzie z górki. Ważne, aby czuć się dobrze sam ze sobą. Owszem, ja też do tej pory staram się walczyć ze swoimi niedoskonałościami, wadami, które nie przychodzi mi zaakceptować.

"Zaakceptuj to czego nie możesz zmienić. Zmień to czego nie możesz zaakceptować."

Zaczęłam walkę z samą sobą. Hasło, które widnieje nad tekstem to właśnie moje motto, którym kieruję się już od ponad roku. A znalazłam to pewnego wieczoru, kiedy przeglądałam Tumblr (czasem te niby nieprzydatne portale się przydają) totalnie bez celu. Zaczęłam pokazywać w internecie stopniowo, moją twarz bez makijażu. Ludzie zareagowali na to wielką chmarą screenschotów. Zaczęły się sypać komentarze typu "unfollow', "weź tą zapryszczałą mordę gdzieś indziej", "o fuj, właśnie jadłam obiad, a jak zobaczyłam ciebie, to od razu z niego zrezygnowałam", "wolałam twoją nienaturalną stronę", "jak można tak wyglądać". Nie życzę nikomu, aby miał problemy z cerą, problemy z wagą, problemy z brakiem akceptacji siebie. Lecz karma wraca, a okres dojrzewania to straszna szuja. Z początku brałam te komentarze do siebie. Większość ludzi z początku kiedy spotyka się z szerszą publicznością zawistnej bandy kretynów przyjmuje "hejty" (bardzo nie lubię używać tego określenia) do siebie. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, że czasem takie sytuacje odprowadzają do depresji, a nawet katastrofy. Myślę, że większość pamięta historię młodej dziewczyny, która popełniła samobójstwo przez obraźliwe komentarze na Tumblr oraz kolejnej na asku. W moim przypadku "hejty" stały się ogromną motywacją. Chciałam pokazać wszystkim, że jestem silną dziewczyną i na przekór im będę dalej prowadzić swoją działalność. Powiedziałam sobie, że tym razem się nie poddam. A nauczyła mnie tego... szkoła oraz ludzie, którzy do niej chodzili. To jedna z tych nielicznych rzeczy, których szkoła mnie w zasadzie nauczyła. Nie wspominałam chyba o tym wcześniej szerzej, ale tak. Byłam prześladowana w podstawówce przez swoje rówieśniczki, w gimnazjum również miałam problemy z (niektórych to zdziwi, niektórych nie) z dziewczętami. I dawałam się traktować jak *ekhm* szmatę, popychadło, jak ktoś bez własnego zdania. Było bardzooo dużo sytuacji, kiedy bałam się chodzić do szkoły, kiedy moja mama musiała interweniować, ale oczywiście dyrekcja i grono pedagogiczne uważało, że nic się nie dzieje. Uznałam, że teraz nie dam się tak traktować. Nie poddam się i będę robiła w życiu to co będę chciała. Będę sobą do samego końca. Bo jest OK być sobą.

"Nigdy nie będziesz szczęśliwy, dopóki siebie nie zaakceptujesz" 
-Ellie Goulding


Większość ma problemy z cerą- nie bój się wyjść bez makijażu. To nie zależy od nas. Nie ty decydujesz kiedy wyjdzie Ci ten cholerny pryszcz na środku czoła i wyglądasz jakbyś miała od teraz wstęp do Indii. Nie ty decydujesz o tym, że masz innego koloru oczy, nie ty decydujesz, że masz małe oczy, albo jak żaba (jak np w moim przypadku), czy jesteś niski czy wysoki. Zamień wszystko w swój atut. Pomyśl, że nie jedna osoba chciałaby mieć ten krzywy nos, bo Tobie dodaje on uroku. Twoje krzywe nogi są piękne, bo są Twoje. Jesteśmy piękni, ponieważ każde z nas jest inne. Dlatego właśnie tak bardzo kocham ten świat-

"Perfect is to be impefrect."

Różnorodność, to złe i dobre dni, miłości i rozstania, miejsca, których chociażby podobnych, nie ma nigdzie indziej na świecie, wspomnienia, które budujemy każdego dnia, bieda i bogactwo. Nie znajdziesz drugiej takiej osoby, która wygląda tak samo, ma te same wspomnienia, tego samego chłopaka czy dziewczynę, ten sam kod DNA i linie papilarne czy urodziła się w tym samym czasie.



Zaakceptuj to czego nie możesz zmienić. Zmień to czego nie możesz zaakceptować. A o zmianach już dużo pisałam. Jeżeli jeszcze nie czytałeś zapraszam cię do postu #5mscdowakacji i #4mscdowakacji oraz obserwowania całej mojej serii postów motywacyjnych, gdzie głównym celem jest ruszenie dupaska z kanapy i działanie.



Ważne, aby otaczać się ludźmi, którzy będą Cię wspierać. Czasem sami się znajdą, czasem trzeba ich szukać. Wyjdź z domu. Może w kawiarni obok Twojego domu spotkasz swoją przyszłą najlepszą przyjaciółkę, może w autobusie, kiedy kierowca za mocno zahamuje wpadniesz na swojego przyszłego chłopaka. Nie zamykaj się na świat. Bądź sobą, a ludzie to pokochają. Tak właśnie zaczęłam działać, kiedy sama wzięłam się w garść. Pokazuję siebie. Nie wstydzę się swoich niedoskonałości, nie wstydzę się swojej przeszłości, bo w końcu przeszłość należy do przeszłości, nie boję się poznawać nowych ludzi, chociaż przyznam, że czasem ciężko mi się przełamać, ale do odważnych świat należy. Nie każdy musi mnie lubić. Ludziów jak mrówków. W końcu znajdzie się ktoś, kto będzie podzielał Twoje pasje, będzie Cię wspierał w każdej możliwej, nawet głupiej decyzji. Rób to co kochasz, rób to jak chcesz, gdzie chcesz i z kim chcesz (oczywiście nie mówię tu u byciu złodziejem, trzymajmy się rzeczy poprawnych i legalnych). 

Mam nadzieję, że ten post pomógł wielu osobom. Liczę, że będziecie się trzymać i otworzycie na świat, ludzi, rzeczywistość. Udostępniajcie ten post, podeślijcie przyjaciółce, która ma podobne problemy. Nie bójcie się życia i zmagajcie się z jego przeciwnościami. Świat porośnie w bary, jeżeli sami będziecie chcieli je dostrzec. 


Zapraszam Was do poszerzania akcji i ustawiania na swoje zdjęcia profilowe, instagrama, facebooka, czy inne portale społecznościowe zdjęcia w połowie makijażu i tagować #jestokbycsoba oraz #sanswell. Pokażmy wszystkim, że nie obchodzą nas niedoskonałości i wszyscy jesteśmy piękni będąc po prostu sobą. Nie udając nikogo. Z miłą chęcią będzie mi patrzeć na Wasze silne osobowości. 


JEST OK BYĆ SOBĄ.


Instagram @aleksandracedro // Snapchat "aleksandracedro" // Twitter @aleksandracedro