recent posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OnTheWayToFindMyself. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OnTheWayToFindMyself. Pokaż wszystkie posty

Kiedyś przyjemność, dziś obowiązek- social media.

2019/02/20

Kiedyś przyjemność, dziś obowiązek- social media.
Wiem, że już dużo ludzi blogów nie pisze i szczerze jest mi z tego powodu ogromnie przykro. Jednak zawsze kiedy mam dużo myśli i chcę to gdzieś "przelać na papier" wybieram bloga. Naprawdę czuję się z tym moim miejscem ogromnie związana i uważam to za taką moją bezpieczną strefę. Pamiętam czasy, kiedy mój blog był nie tylko takim zaufanym miejscem dla mnie, ale robiło się tutaj pewnego rodzaju małe społeczeństwo, w którym każdy mógł liczyć na pomoc drugiej osoby. Była Nasza-Klasa, później Facebook, ask.fm, blogi, Vine i Instagram (teraz chyba na topie można powiedzieć, że jest jakiś TikiTok, ale w życiu tej aplikacji nie obsługiwałam, ewidentnie czuję się na to za stara). I do momentu bloga, uważam moje życie za totalnie prawdziwe sieciowo.
Czasy aska wspominam naprawdę dobrze. Można powiedzieć, że wszyscy popularni mniej lub bardziej ludzie na tej platformie zapoczątkowali w znacznym stopniu manię posiadania ,,followersów" i polubień. Kto miał więcej serduszek pod odpowiedzią był fajniejszy. Jednak nie wiem czy tylko ja tak mam, ale czuję, że jeszcze wtedy zdobywało się ludzi przede wszystkim swoją osobowością. Nie baliśmy się mówić. Wszystkie te dramy były wojną o swoje zdanie. Nie było przerysowanych i pozowanych zdjęć, jak w przypadku instagrama. Były filmiki w wannie jak robimy głupoty, jak dobrze się bawimy i jak spędzamy czas. Opowiadaliśmy i zwierzaliśmy się ze swojego życia, jednak w dość mało inwazyjny sposób. Cieszyliśmy się, nie na pokaz, ale dla siebie. Odkrywaliśmy siebie, swoje problemy, codzienność. Pokazywaliśmy innym, że jesteśmy dokładnie tacy jak oni. Była to naprawdę dobra społeczność. Kontakt z naszymi obserwatorami był bardziej realny, nie mówiliśmy tam "ale Ci zazdroszczę", ale wzajemnie opowiadaliśmy historie. Oczywiście zdarzały się bardzo nieprzyjemne sytuacje, kiedy zostawaliśmy obrażani, co w wielu przypadkach doprowadzało ludzi nawet do samookaleczenia się. Bo w internecie jedna zasada się nie zmienia- wchodząc w ten świat, musisz mieć twardą dupę i widzieć na co się piszesz.
Ogólnie rzecz biorąc, do takich refleksji naszło mnie dziś, kiedy spotkałam się z Anią. Była ze mną od początku mojego aska, bloga i Instagrama, była moim jednym z pierwszych fotografów, to dzięki niej mam połowę zdjęć z tamtego okresu. Wyszłyśmy na poranną kawę do mojego ulubionego miejsca w Kielcach Plac Cafe Bistro. Tam można powiedzieć, że miałam lekkie zderzenie się z rzeczywistością. Na przeciwko mnie zobaczyłam dziewczynę, ubrana w taki typowy dla dzisiejszego Instagrama sposób: czarna koszulka z golikiem i długie luźniejsze spodnie w kancik. I nie chcę tym tutaj nikogo obrażać, też lubię się w klasykę ubrać i czuję się w takim wydaniu bardzo dobrze. Patrząc na nią robiącą zdjęcia na Instagrama kawy z 10 różnych perspektyw widziałam siebie z parę lat temu- uśmiechnęłam się. Jednak co mnie bardzo zabolało to jej słowa. Cała teoria jak to NA INSTAGRAMIE będzie wyglądać, jak to będzie komponowało się z resztą. Ja też cenię sobie estetykę w tym co robię i nie mówię, że moje konto jest w 100% zdjęciami z przypadku, ale patrzyłam na nią i widziałam dziewczynę, która robi to z obowiązku każdej nastolatki. Media społecznościowe nie są już dobrą zabawą- ich prowadzenie stało się obowiązkiem. Idąc na zdjęcia nie myślisz o tym, że jest to twoje hobby i zabawa przed czy za aparatem- ale musisz coś pokazać innym.
Ogromnie mi przykro kiedy patrzę na to co się teraz dzieje. Na instagramie u ludzi totalnie zanika osobowość i ogromnym błędem ludzi jest ocenianie innych po ich mediach społecznościowych. Tam nie ma ludzi, tam są sylwetki wykreowanych przez ludzi jedynie postaci. Nie pokazujemy zazwyczaj swoich słabości, ale same mocne strony, ukrywamy swoją osobowość, wolimy nie ujawniać swojego zdania, bo boimy się hejtu i spadku liczby followersów. Nie wiem jak wy, ale ja nie chciałabym, aby moje dzieci w przyszłości wychowywały się w środowisku kłamstwa. Cieszę się, że załapałam się na tę erę dzieci bez smartphonów, cieszę się, że miałam okazję wspinać się po drzewach, konfrontować się z ludźmi twarzą w twarz, nie za pośrednictwem internetu, cieszę się, że dorastałam i miałam okazję odkrywać siebie. Bo skoro teraz odgrywamy tyle różnych postaci, jak odgadnąć, którą wersją tak naprawdę jesteśmy?

Zdjęcia: Piotr Młynarczyk

I totally GAF

2018/11/16

I totally GAF

Miałam już wiele razy przestoje w pisaniu, ale nie wiem, czy w całej mojej blogerskiej ,,karierze" miałam przypadek, aby w listopadzie pisać dopiero drugi post w roku. Prawdą jest na pewno to, że przez ten rok -oprócz uczenia się do matury- nie zrobiłam nic pożytecznego, czegokolwiek aby rozwijać swoje pasje czy umiejętności. Jakby te jedenaście miesięcy było, ale ich nie przeżyłam. Z tych rzeczy ważniejszych, które działy się w moim życiu mogę wyróżnić jedynie przeprowadzkę do Warszawy, pozbycie się trądziku -chociaż już zdążył mi wrócić, więc w zasadzie tę kwestię można by pominąć- i podjęcie studiów na SWPSie Uniwersytecie Humanistycznospołecznym, na kierunku Psychologia Biznesu. W skrócie jest git i się trzymam! Co nadal nie zmienia faktu, że to był okres w którym byłam najgłupszą wersją siebie. Popełniałam błąd za błędem, także z tego miejsca przepraszam wszystkich ludzi, którzy natknęli się na mnie w tym roku -postanawiam poprawę i proszę o wyrozumiałość, czasami każdy głupieje. Najważniejsze jednak, że zdałam sobie z tego sprawę- tylko nadal pozostaje kwestia- co z tym dalej zrobić?

Jednak w tym roku również nauczyłam się najważniejszej rzeczy, a mianowicie tego, że czas który spędzamy sami ze sobą jest najcenniejszym czasem w naszym życiu. W Kielcach zazwyczaj spacerowałam z psem i za każdym razem, kiedy tylko wracam, powtarzam tę samą trasę. Codziennie. Nic mnie tak nie uszczęśliwia, jak zwierzaczki, a szczególnie moja Bajka, za którą tęsknię każdego dnia i do tej pory nie przywykłam do jej braku w Warszawie. I choć mogłabym o pieskach pisać i rozmawiać całe dnie, to jednak nie ta okazja. Kiedy indziej, obiecuję.
Wracając do tematu...
Jedną z tych rzeczy, które pamiętam, że mnie cieszyły- było pisanie. Może właśnie to wcześniej było tą moją chwilą dla siebie. Nieświadomie miałam przynajmniej parę razy w tygodniu swój rytuał myślenia -z racji tego, że myślenie ogólnie u mnie nieczęsto funkcjonuje- więc kiedy zrezygnowałam z bloga -bo przyznam się, miałam w planach was już porzucić- moim codziennym rytuałem stały się spacery z psem. W Warszawie jednak przez braki dużych parków niedaleko mojego mieszkania, albo chociaż takich, żebym nie bała się po nim chodzić, totalnie nie mam gdzie spacerować. Nie chciałabym też sama, bo to niebezpieczne i smutne, a z kimś, to już nie będzie mój czas. Nie zdawałam sobie sprawy, że życie z dala od mojego rodzinnego domu będzie aż tak ciężkie.
Dzisiaj kiedy myślałam, że sama stracę tylko czas siedząc w mieszkaniu robiąc schabowe -nie ma to niestety nic wspólnego ze najlepszymi schabowymi mojej mamy- moi kochani... doznałam olśnienia. I choć teraz brzmi to całkiem komicznie i śmiesznie -haha, olśnienie- totalnie nie żartuję. Przez przypadek natknęłam się na instagrama Julii Wieniawy, która czasem gdzieś się tam w telewizji czy internecie przewijała, ale jakoś nie zwracałam na jej osobę uwagi, a szczególnie jakoś bliżej na to co robi i czym się zajmuje. Jednak poczytałam, obejrzałam wywiad do DDTVN i pomyślałam sobie ,,zgubiłam się". I nie chcę tu nikogo obrażać, jedynie kogo mogę to siebie. Poczułam, że zgubiłam przez ten rok gdzieś po drodze moje ambicje, moje plany, moje samozaparcie i dążenie do spełnienia wyznaczonych przez siebie celów. Z jednej strony wiedziałam, że marnuję czas, że nic nie robię, ale nie czułam żadnych wyrzutów sumienia. Nawet kiedy wypominała mi to jedna z ważniejszych osób w moim życiu -która praktycznie znała mnie całe życie- kiedyś pewnej nocy na balkonie... nawet się nie przejęłam, jakby wcale te słowa mnie nie dotyczyły. Patrząc na to teraz zastanawiam się jak do tego doszło, że przestałam brać na poważnie słowa osób, które potrafiły nawet przewidzieć, co zrobię zaraz czy co powiem. Kiedy...?
Chciałabym to najlepiej zwalić na nowe miasto, bo wyjeżdżając tu myślałam, że się rozwinę, będę robić coś co idzie razem z wyznawanymi przeze mnie wartościami. Byłam nastawiona na ,,jestem młodą kobietą sukcesu w wielkim mieście and IDGAF!''. Zamiast tego- I totally GAF... Coś nie zaskoczyło jak powinno i wszystko zaczęło iść w totalnie innym kierunku. Cały wolny czas, jaki dla siebie miałam wcześniej zamieniłam na znajomych, imprezy, a nawet kiedy nie miałam planów- wymieniłam go na Netflixa i definitywnie go marnowałam. Czas leciał, a ja nic z tym nie robiłam. Chodziłam niby do pracy, ale każda moja praca od wakacji, była czymś w czym nie czułam się dobrze. Nie czułam się sobą. Wiedziałam, że marnuję czas, bo nigdzie mnie ta praca nie pchnie, jedyne co będę miała to jakieś tam doświadczenie po prostu w pracy, ale to nadal nie to czego chcę od życia. Jakiś czas temu podczas sesji zdjęciowej dla NA-KD oraz hiHybrid, miałam okazję porozmawiać z Martą Polakow, c.o. Tailor Made PR. I strasznie chcę jej za to podziękować, bo to był już pierwszy pewnego rodzaju pstryczek dla mnie, że kurde... mam naprawdę wysokie ambicje, plany, cele i łeb jak sklep (co nawet zostało przez Martę dostrzeżone!)... więc dlaczego siedzę w galerii handlowej, w pracy która mnie nie satysfakcjonuje, a mało tego- nie byłam doceniana, zamiast rozwijać się w swojej branży? I wtedy na wieści, że nie chcą takiej kierowniczki jak ja w sklepie odzieżowym- poczułam pewnego rodzaju ulgę. Nie chciałam się sama zwalniać, bo czesne na studia opłacam z własnej kieszeni, więc miałam pewnego rodzaju stabilność, że pewnego dnia nie zostanę z brakiem środków na naukę. Jednak od kiedy nie pracuję, nie mam tony obowiązków i papierów nad głową i mogę spokojnie wyjść na miasto nie martwiąc się, czy któraś z dziewczyn przyjdzie mi do pracy jutro, czuję się szczęśliwsza i przede wszystkim... mam większego kopa, żeby szukać czegoś dla siebie, a nie robić byle co, byle robić. Ludzie w Warszawie narzekają strasznie na pracowników, że im się nie chce, że są tacy fu i tacy ble, ale sama z własnego doświadczenia wiem, że tutaj nie siedzi problem w pracownikach, ale pracodawcach. Wymaga się od nas zaangażowania i solidnej pracy, za przykładowe 13,70/h, kiedy bardzo często nie jesteśmy doceniani, mało tego, pracodawcy traktują nas jak roboty i śmieciuszki. Jeżeli wymagamy szacunku od drugiej osoby, sami go dawajmy innym. Nie spotkałam się w stolicy jeszcze z dobrym pracodawcą, mało tego, raz nawet nie została wypłacona mi pensja 👌

Bardzo prawdopodobnie zgubiliście się w tych moich wyplocinach tak samo dawno jak i ja. Zauważyłam, że zawsze na moim blogu do końca nikt nie wiedział o co chodziło, ale może to też dlatego, że zawsze pisze to co mi do głowy przyjdzie i cały mój po kolei tok rozumowania, dokładnie tak, jak jakbym sama ze sobą rozmawiała i nie interesowałoby mnie to, czy ktoś to zrozumie, czy też nie. Całe moje myśli, bez przemyślenia przepisuję tutaj, może dlatego jestem tak bardzo zżyta z tą stroną i ludźmi, którzy od dawien dawna ze mną tutaj są. 

Takim oto sposobem, bezrobotnaja, wracam jak syn marnotrawny do was, ale czuję się, jakbym wróciła własnie do domu. Pomimo tego, że upubliczniam tutaj swoje przemyślenia i dużą cząstkę mnie, czuje się bezpieczna. Życzcie mi powodzenia, bo przyda się! Możecie się spodziewać myślę, że w najbliższym czasie nowych postów, chociaż natłok prac na uczelnię w tym momencie mnie załamuje, bo -jak zwykle, kto by pomyślał- zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę i nie wiem jak mi się uda z tym wszystkim wyrobić.


Cudowne zdjęcia oczywiście wykonane przez Szymona Boczka, instagram @szymonboczek

XOXO,
Aleksandra

MAM TYLKO 19 LAT

2017/10/15


Mam aż 19 lat i nic ze swoim życiem nie zrobiłam...

W zasadzie powinnam teraz uczyć się do sprawdzianu, jednak jakiś czas temu natchnęło mnie, aby napisać ten post. Parę dni temu siedziałam przed lustrem patrząc się na siebie, zastanawiałam się nad tym jak to się stało, że zaraz będę miała 20 lat i nic ze swoim życiem nie zrobiłam. Dziewczyny w moim wieku typu Angelika Mucha czy Julia Wieniawa podążają cały czas za marzeniami, podróżują po świecie, ładnie wyglądają i mają przepiękne ubrania, o których ja mogłabym tylko pomarzyć (i w zasadzie serio śnią mi się po nocach!). Chociaż nie podzielam całej ich pracy naprawdę je podziwiam. Mówię to całkiem szczerze i bez najmniejszego sarkazmu. Ponieważ dziewczyny dotarły na sam szczyt same i nikt im w tym nie pomagał.

DZIEŃ BEZ MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH

2017/04/01

DZIEŃ BEZ MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH

Ostatnio z własnych doświadczeń, obserwacji, na przykładzie seriali i filmów dostrzegłam największą wadę współczesnych ludzi. Ojj tak, wszyscy może się do tego nie przyznają, niektórzy wiedzą, jednak nic sobie z tym nie robią (często jestem w tej grupie)- media społecznościowe. Potrzeba pokazania wszystkim dookoła jak świetnie się bawimy, gdzie jesteśmy, co jemy, z kimś spędzamy czas, czy co nowego sobie kupiliśmy.

Co śmieszniejsze, właśnie w tym momencie pisząc ten post, zrobiłam sobie przerwę, aby udostępnić na Facebooku nutę, której teraz słucham... I poczułam, że totalnie nie mam już nad tym kontroli, wychodzi to odruchowo. Odruchowo, kiedy dzieje się coś ciekawego wyciągam Snapchata, aby pokazać wszystkim co widzę, kiedy podają mi ładnie jedzenie, wyciągam telefon, aby zrobić fotę na Instagrama, a kiedy mam jakieś "deep thinking" wchodzę i to Tweetuję. Jakby się tak zastanowić, nie mamy już nawet swojej prywatnej przestrzeni, bo nawet moją sypialnię można znaleźć na Instagramie i codziennie na Snapchacie. Nawet jeżeli chciałabym się ukryć przed całym światem, moi "Nearby Friends" na Facebboku będą wiedzieć, gdzie jestem. Totalny brak prywatności. Bez problemu można to nazwać dekadentyzmem XXI wieku.



Wyobraźcie sobie dni bez codziennego budzenia się i sprawdzania nowych snapów, zamiast tego miły poranek z książką i kawą na balkonie, tarasie czy parapecie lub prawdziwe spotkanie w pobliskiej kawiarni na śniadanie, kiedy wszyscy naprawdę się widzimy.
Wyobraźcie sobie popołudnie, kiedy zamiast nagrywać śmieszne snapy sprzed bloku, wybierzecie się ze znajomymi na jakąś ciekawą wycieczkę.
Ewentualnie przypomnijcie sobie jak na ostatniej imprezie byliście tak pijani, że dodawaliście zdjęcia schlanej mordy na Instagrama, a budząc się rano nie mieliście nigdy wcześniej większego kaca moralnego. Chyba, że mam przypomnieć, jak się pokłóciłaś z przyjaciółką, bo ktoś Cię nagrał, jak śmiałaś się z jej ex. Nie chcę nawet wyliczać ilu spin bym uniknęła, gdyby nie media społecznościowe.

Jednak nie myślcie, że uważam media społecznościowe za największe zło na świecie. Wyszłabym wtedy na największą hipokrytkę, jaką świat widział. Dzięki mediom społecznościowym mogę zobaczyć jak normalnie żyje moja ulubiona piosenkarka lub aktorka. Ludzie mają potrzebę dowiadywania się o czyimś życiu jak najwięcej- ludzka ciekawość. Jednak przez to wytwarza się potrzeba pokazywania wszystkim swojego życia.

Jakbym miała spojrzeć na swojego instagrama, stwierdziłabym, że jestem uśmiechniętą dziewczyną, którą każdy lubi, ma dużo przyjaciół, dużo pieniędzy, śmieszną, która nie ma za dużo w głowie. W zasadzie do idealnego życia tylko krok. Pewnie nie wie co to kompleksy, patrzy tylko przez różowe okulary i jest ogromnie pewna siebie. Jednak dla mnie to jedno wielkie kłamstwo.

Moje życie nie jest idealne, na wszystko pracuję sama, największą zabawą jest dla mnie nauka i moje zainteresowania, cieszę się z małych osiągnięć, nie mam swojej najlepszej przyjaciółki, a grono znajomych z którymi się widuję jest naprawdę nieliczne. Jestem pewna siebie, kiedy wiem, że mogę sobie na to pozwolić. Jestem taka jak każdy, od nikogo lepsza, od nikogo gorsza.

Ludzie zaczęli się kierować liczbą followersów na instagramie, jakby był to wyznacznik fajności. Zmienił się diametralnie system wartości, w tym świecie jeżeli nie masz określonej ilości lajków pod profilowym to odpadasz z gry, a największa beka jest, kiedy nie masz chociażby setki. Nie chcę wiedzieć ile bym zmarnowała wspaniałych przyjaźni, jeżeli patrzyłabym przez pryzmat portali społecznościowych. Chociaż sama pamiętam, kiedy za czasów aska chciałam aby mój przyszły chłopak miał fajnego instagrama (ale to kiedy byłam jeszcze młoda i głupia), popełniłabym chyba największy błąd swojego życia.



Zastanawialiście się kiedyś ile marnujecie dnia? Budzicie się rano, sprawdzacie Snapchata, Instagrama, Facebooka, Twittera, Youtube, Messengera i Tumblra, czasem jeszcze zajrzycie na Tindera i w inne aplikacje. Mija godzina, wstajecie, ktoś wysłał snapa, więc sami odeślecie, przy śniadaniu zamiast obejrzeć wiadomości, lub porozmawiać z mamą, obejrzycie jakiś filmik na Youtubie, w szkole nudno, więc przejrzycie Facebooka, po lekcjach Instagram i jakieś parę godzin przewijania Snapów. Nie chcę wiedzieć jak dobre oceny bym miała, gdyby nie media społecznościowe. Potrafię spędzać przed spaniem 5 godzin na robieniu tak naprawdę NICZEGO. Dobija mnie to już za bardzo.

Oczywiście są też profity jeżeli uda nam się trochę wybić, bo kto nie lubi pieniędzy. Taaak, pieniądz rządzi światem i wszyscy jesteśmy tego totalnie świadomi. Jednak trzeba sobie uświadomić, że w pewnym momencie to wszystko się skończy, zacznie się era czegoś zupełnie nowego i nie będzie już tak kolorowo. Zawsze trzeba mieć swój plan awaryjny, trzeba się kształcić, bo kiedy w końcu wyjdziemy z gry, możemy zostać z niczym. Nigdy nie myślałam, że blog będzie  moim sposobem na życie, kształcę się nie tylko ogólnie, ale też w zawodzie, planuję studia i planuję się rozwijać. Nie jestem pewna, czy za rok, za dwa, blogi nadal będą na topie, czy instagrama nie zastąpi inna aplikacja, może ludzie stwierdzą, że jest to dla nich zbędne. W pewnym momencie sama będę musiała zrezygnować z mojej działalności, dla swojego dobra, dla dobra mojej rodziny.

Jakiś czas temu stwierdziłam, że może to moja ostatnia szansa, aby w końcu się od tego wszystkiego odciąć. Książki same się nie przeczytają, dobre oceny w dzienniku same się nie wstawią, filmy same się nie obejrzą i życie samo się nie przeżyje, a wspomnienia z dupy się nie stworzą. Czas zacząć szanować czas. Wyłączyłam powiadomienia, snapy, komentarze czy polubienia nie wyświetlają mi się na ekranie i może brzmi to śmiesznie, ale dzięki temu moje korzystanie ze społeczności spadło o 50%. Poświęcam więcej czasu na moich znajomych, na chwile, które razem spędzamy. Muszę się naprawdę nudzić, aby wejść w folder "Społeczności". Staram się więcej czasu poświęcać ludziom, którym kocham, książkom, rodzinie.

Media społecznościowe są dobre, jednak tylko wtedy, kiedy znamy granice, wiemy co możemy umieszczać, ile czasu możemy na nie poświęcić. Wyłączcie na jeden dzień powiadomienia, zobaczcie ile czasu możecie zyskać i ile czasu zawsze traciliście.

Powodzenia,

xoxo

Ola

LEKCJE Z 2016

2017/01/09

LEKCJE Z 2016

Nie wiem jak wy, ale ja cieszę się, że 2016 dobiegł już końca. Chociaż krążąc po mediach społecznościowych i słuchając moich znajomych, mogę śmiało przyznać, że nie jestem jedyną osobą, która się tym końcem cieszy. Ten rok był dla mnie dość trudny, zaczynając od problemów z ludźmi, przez podejmowanie trudnych decyzji, kończąc na odkrywaniu siebie. Ogółem nie uważam, że zmarnowałam ten rok, ponieważ lekcje, jakie mi życie dało ogromnie mi się przydadzą (,,nigdy porażka, zawsze lekcja") i będę się starać zawsze na nie patrzeć.

Przyznam się, że nie miałam wcześniej bardziej stresującego roku. Przynajmniej sobie nie przypominam. Prawo jazdy, problemy egzystencjalne, z przyjaciółmi, oczekiwania, zawody. Nagle najbliżsi ludzie, stają się tymi najdalszymi, a najdalsi- najbliższymi. Brałam dużo tabletek na uspokojenie, które często nawet nie pomagały, a ja bałam się o swoje zdrowie. Chociaż do tej pory awaryjnie mam parę na zapas w portfelu. Każdy się śmiał, że przez to schudnę tak, że będę robiła za wieszak na ubrania, myślałam, że chociaż taki plus tego będzie, ale nie- przytyłam 8kg, paradoks i śmiech na sali. Teraz patrząc wstecz, żałuję, że się tak wszystkim przejmowałam. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy zadawałam sobie pytanie "Czy było warto?". Zawsze odpowiedzą na to pytanie było "Nie". Niepotrzebnie wylane łzy, niepotrzebnie niszczyłam sobie zdrowie. Czasem lepiej jest odpuścić. Jeżeli jesteśmy dobrymi ludźmi, dobro zawsze przejdzie na naszą stronę.

Największym minusem jest stracony czas. Chociaż cały czas zastanawiam się, czy słowo ,,stracony" jest tutaj odpowiednie. Z jednej strony uświadamiam sobie ile mogłam zrobić fajnych rzeczy, innych, gdybym spędziła go inaczej, nie marnując czasu na zbędnych ludzi, zbędne rzeczy i godziny patrzenia się w sufit i rozmyślaniu nad tym. Z drugiej patrzę na to ile dzięki temu się nauczyłam. Każde przeżycie, nowa sytuacja jest dla nas wspaniałą lekcją. Nie można nazwać nauki stratą czasu, zawsze kiedy dowiadujemy się czegoś nowego, jest to brylancik wpadający do naszej głowy. Nic nie da nam takich lekcji, jak życie.



2016 był dla mnie rokiem w którym dużo mówiłam, a mało robiłam. Do tej pory w każdym zeszycie znajduję z tyłu kolejne zapiski, projekty, pomysły czy nawet wynalazki. Może dwa moje pomysły się ziściły. Mam ten problem, że kiedy już wpadnę na jakiś pomysł, chciałabym go jak najszybciej zrealizować, siedzę nad każdym, potem zapominam, zajmuję się czymś innym i skaczę od jednego do drugiego, może pod koniec kolejnego miesiąca zajrzę, do tego nad którym pracowałam tydzień temu, bo teraz zajmuję się czymś innym. Kończy się zawsze tak samo- że do końca niczego nie robię. Ustaliłam, że w 2017 roku nie będę popełniała tych błędów. Teraz już wiem, że jeżeli coś zaczynam, jedną konkretną rzecz muszę się nią zająć od początku do końca i cisnąć, aż do skutku. Jeżeli zajmujemy się za dużą liczbą rzeczy, robimy sobie niepotrzebny bałagan i zaczynamy się gubić. To tak jak z bałaganem w pokoju. Położysz na komodzie kanapkę, potem zapomnisz, albo myślisz, że zajmiesz się tym jutro, obok niej jutro ląduje jabłko, potem położysz na to ścierę, albo zrzucisz, w ciągu 3 dni, nie wiesz gdzie to jest, twój pokój zamienia się w kompletny syf. A jak już widzisz, że się nie da przejść, zaczynasz sprzątać i to co zostało jest już na tyle bezużyteczne, że wyrzucasz to do kosza.

Może teraz coś, co naprawdę kocham oooo tak...

Podróże. Podróże kształcą. I chyba nie muszę o tym tak długo pisać, chociaż każdy wie, że mogłabym o tym pisać i opowiadać godzinami. Tyle ile nauczyłam się dzięki podróżom, nie nauczyłam się w szkole z podręcznika. I nie chodzi mi już o to, ile dzieł sztuki zobaczyłam w Petersburgu, ile odwiedziłam muzeów, kościołów, z iloma przewodnikami nie rozmawiałam. Chodzi o zwykłe życie, poznawanie różnych kultur, ludzi, języków, zdobywanie doświadczeń. Uwielbiam poznawać nowych ludzi. Uczyć się od nich, nikt Ci tak nie pokaże cudzej kultury, żaden film, żaden podręcznik... no chyba, że chcesz jedynie się dowiedzieć w jakim roku powstał Teatr Maryjski, ale to każdy głupi potrafi. Mnie zawsze interesowały te mniej turystyczne miejsca, kawiarnie, place, budowle, które mają swoją tajemniczą przeszłość. Poznawanie tamtejszych ludzi, legend, plotek, historii. Życie typowego tamtejszego. I ile się nie nasłuchałam stereotypów o ludziach, że Ruscy to są tacy, że Ukraińcy to tacy, a Włosi to jeszcze inni. Spotykając się z ludźmi, rozmawiając z nimi, nigdy w życiu nie połączyłabym znanych mi stereotypów z poznanymi mi ludźmi. Chyba, że może po prostu nie spotkałam typowego Kowalskiego...

Jednak nikt tak nie trzyma przy ziemi jak wiara w siebie, w swoje możliwości. Trzymanie się swoich ideałów, zasad, ludzi, którzy Cię nigdy nie zawiedli i na których można polegać. Być zawsze z rodziną, nieważne czy tą genetyczną, czy bandą z podwórka. Rodzina to nie tylko więzi DNA, ale to ogrom uczuć, powiązań- ważnych. Czasem więzy krwi nie wystarczają. Olać resztę ludzi, którzy nie mają o nas pojęcia, nie mają żadnego wpływu na naszą przyszłość i na nasze życie. Niektórzy czasem nie są warci abyśmy zamienili z nimi słowo. Są ludzie, którzy zawsze będą chcieli uprzykrzać życie innym aby pokazać się w towarzystwie, zapunktować u kumpli, kiedy powiedzą coś głupiego, byleby otrzymać czyjąś aprobatę. Ludzie zakompleksieni, mający masę swoich problemów na głowie, lub po prostu znudzeni życiem. Zazdrość, zawiść, coś czego oni nie mogą dosięgnąć, albo Ci, którym czegoś brakuje. Zauważyłam, że ludzie często nie lubią innych ludzi, którzy są pewni siebie, mają wszystko w dupie i dążą tylko swoją ścieżką. Z miłą chęcią o tym poczytam, jeżeli podrzucicie mi jakąś książkę. Dla mnie jest to nie do ogarnięcia. Jak można tak bardzo interesować się czyimś życiem i jak może czyjś smutek sprawiać przyjemność, szczególnie, kiedy nic nikomu nie zrobimy.

Po prostu róbmy w życiu swoje, nie zwracając uwagi na innych ludzi. To my rządzimy swoim życiem. Korzystajmy więc z niego ile tylko wlezie, róbmy głupoty, popełniajmy błędy, zbierajmy doświadczenie, przepierdalajmy pieniądze i wystawiajmy głowę z pociągu tylko po to, aby popatrzeć na domy i ludzi wokół torów. Walczmy o nasze.



2016 był rokiem, przez którego nie mogę zliczyć siniaków na dupsku. Pokopał mnie tak, że gdyby tylko miał twarz, to byśmy sobie inaczej porozmawiali. Powinien sobie szukać prawnika.

Jednak uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Ale dzięki temu wkraczam w 2017 rok z metalowym zadkiem, wieloma zapiskami w dzienniku, które od razu po przeczytaniu dają mi motywację i nakazują się nie poddawać i iść dalej. Tamten rok był rokiem dla mnie. Abym się z niego uczyła ile tylko mogę. Z pewnością zauważyliście moją zaniżoną aktywność na mediach społecznościowych, blogu, wszędzie. Musiałam poświecić czas sobie. I z dnia na dzień czuję się mądrzejsza, zdobywam wiedzę, którą nigdy nie myślałam, że się zainteresuję, uświadamiam sobie z dnia na dzień coraz więcej rzeczy. Jakby nie patrzeć na wszystkie minusy w ciągu całego 2016 roku, wyciągnęłam z niego o wiele więcej plusów. Zobaczyłam kto jest uczestnikiem w moim życiu, a kto tylko obserwatorem, kto podkładał mi kłody, a kto je zabierał. Dziękuję wszystkim, dzięki którym ten rok dał mi tyle ile tylko mogłam zgarnąć dla siebie, którzy pomogli mi zrozumieć kim jestem i czego potrzebuję. Dziękuję tym, którzy zawsze byli przy mnie. Nie zapomnę tego co dla mnie zrobiliście nigdy.

Mam nadzieję, że niektóre moje posty o akceptacji siebie, motywacyjne Wam pomogły i chociaż tutaj nie zmarnowałam tego czasu. Jestem z Wami szczera, chcę jak najwięcej dać od siebie. I chociaż wiem, że moja liczba czytelników znacznie spadła, mój blog nie cieszy się taką popularnością jak kiedyś, czuję się spełniona pisząc tutaj. Od jakiegoś czasu się nawet zastanawiałam, czy może nie napisać książki? Może się to wydawać głupie, ale im więcej piszę tym bardziej czuję, że chciałabym pokazać światu prawdziwą mnie. To co siedzi głęboko, głęboko i nie każdy ma do tego dostęp. Wszystkie moje doświadczenia z tego roku pokazały mi, pokazałam samej sobie, że jestem wartościową osobą. Nie jestem tylko ładnie wyglądającą osobą wstawiającą foteczki na instagrama, ale umiem myśleć, trzymam się swoich zasad i z czasem jestem coraz silniejsza.
Życzę każdemu, aby poczuł się dobrym człowiekiem. Jeżeli sami nie zaakceptujemy siebie, to dlaczego ktoś inny ma nas zaakceptować?

XOXO,

Ola


POŁĄCZYĆ COŚ WARTOŚCIOWEGO Z MODĄ

2016/11/13

POŁĄCZYĆ COŚ WARTOŚCIOWEGO Z MODĄ

Jak chodzę i żyję nigdy nie sądziłam, że do napisania postu zainspiruje mnie Anonim... przenigdy. Komentarz wziął się z mojego postu (w skrócie) w którym pisałam, że chciałabym, aby mój blog w końcu zaczął pokazywać coś wartościowego, jednak nie chcę rezygnować z postów modowych, ponieważ dobrze się czuję w tym fachu i przede wszystkim lubię to robić.
Po pierwsze, jak mnie irytuje to, kiedy ktoś uważa modę za nieznaczące gówno. Bo co z tego, że w 2015 roku rynek odzieżowy wart był ponad 7 mld euro. Moda jest dla mnie czymś, co pozwala mi często wyrazić siebie. To jak się ubieramy często świadczy o nas samych i wiele za nas mówi. Często przez to jak się ubieramy możemy się domyślać do jakiej grupy społecznej należymy. Jeżeli idziesz ulicą i widzisz dziewczynę z irokezem, glanach i skórzanej kurtce z ćwiekami od razu możesz się domyślać, że jest punkiem. Za to mężczyzna idący za nią z teczką i w garniturze z pewnością śpieszy się na spotkanie biznesowe. Po ubiorze z pewnością też dostrzeżesz człowieka bardziej zamożnego i tego z niższej klasy majątkowej. 
Zależy do tego jak patrzymy na pojęcie "moda". Jeżeli chcemy mówić o tym, aby kierować się głównie trendami, w które jednak trudno nie wejść, skoro kupujemy ubrania w sieciówkach, sama uważam za głupotę. Moim zdaniem moda jest fajna wtedy, kiedy możemy się nią bawić. Kiedy nie kierujemy się tylko trendami, ale dzięki temu jak się ubieramy, możemy pokazać kawałek siebie. Jeżeli ubieram się oryginalnie, jeżeli ubieram się na swój sposób, pokazuję, że jestem odważa i indywidualna. Nie boję się ubierać tak jak mi się podoba, nie chcę być więziona w klatce, przez ludzi, przez to co mówią i jak mnie osądzają. Dzięki temu, że prowadzę bloga, że publikuję tutaj różniaste stylizacje, każda jest inna od drugiej, nabieram odwagi, nie boję się pokazywać siebie. 
Jakby nie patrzeć, jest też jednym z rodzai porozumiewania się. Jeżeli ubieram się na czarno, grubo, noszę ostrą biżuterię, chcę zasygnalizować, że nie jestem zainteresowana rozmową z Tobą. Jak mężczyzna widzi kobietę w klubie, w krótkiej sukni z rozcięciem na nodze, wyraźnie chce poinformować, że dzisiaj chce pokazać swoją odwagę i zmysłowość, chcąc nie chcąc, zachęcając przy tym facetów.
Moda i styl, posiada jednak swoje "drugie dno". Pomaga nam wyrazić siebie. Dlatego też uważam, że powyższy komentarz można wydrukować i użyć zamiast papieru toaletowego.

XOXO,

Ola 


PRZYJACIELA POZNASZ W BIEDZIE

2016/11/06

PRZYJACIELA POZNASZ W BIEDZIE
"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" i wiecie co? To jest najlepsze powiedzenie i najświętsze na świecie, jakie tylko mieliśmy okazje widzieć. I myślę, że każdy się już tego nauczył. A jeżeli ktoś nie doświadczył takiej sytuacji, aby to powiedzenie się sprawdziło, to trzeba mieć niezłego nosa do ludzi i tego zazdroszczę. Dopiero teraz, kiedy poznałam ludzi, którzy mi tłumaczyli i tłukli do głowy, że zadaję się z nieodpowiednimi osobami, uświadomiłam sobie ile czasu straciłam na tych, którzy zamiast ciągnąć mnie w górę, ciągnęli mnie w dół. Przykro mi patrzeć na to wszystko z jednej strony, miałam tylu dobrych znajomych od lat i dopiero kiedy przyszło co do czego, okazało się, że są mi tak zbędni. Trzeba zacząć zwracać uwagę na jakość, nie ilość czy korzyści, które płyną z pewnych znajomości.

Osobiście uważam, że każdy za małe podwinięcia zasługuje na drugą szansę. Czasem niektórym dłużej schodzi na dojściu do wniosku, że się po prostu zjebało sytuację. Jednak ile można dawać szans i jak długo trzeba oczekiwać poprawy. Skoro kolejna i kolejna szansa zostaje zmarnowana, to po co tracić czas? Zbędne.

Życie jest za krótkie, a momenty są zbyt niesamowite, aby spędzać je z niewłaściwymi ludźmi. Trzeba zerkać na tych, przy których się zawsze dobrze czujemy, którzy zawsze, kiedy tylko będą mogli nam pomogą. Przyjaźń nie opiera się tylko na braku pohamowań, na tym, że zawsze fajnie się pośmiejemy, pójdziemy razem do najlepszych klubów czy ponagrywamy śmieszne snapy. Przyjaźń to zaufanie, otwartość, to osoba, która wsiądzie do samochodu z Tobą i będzie potrafiła pojechać prosto bez żadnych planów. To osoba, która zawsze Cię wesprze, nawet w najbardziej szalonym planie. To osoba, którą najbardziej interesuje to, co masz w środku, to kim jesteś, a nie to co masz. To osoba, z którą kupisz bilet w jedną stronę na samolot trzy godziny przed wylotem, a w walizce macie tylko pary majtek na jutro. I ważne jest tylko to, że spędzacie czas razem, ważne są wspomnienia i ważne są nabyte doświadczenia. To osoba, z którą najlepsza impreza jest nawet na środku wypizdowia, niczego z tanim winem, kupionym na stacji benzynowej oddalonej o 10 kilometrów. Nie liczycie czasu, nie liczycie dni. Liczą się tylko przebyte razem chwile. 

Zawsze otaczaj się osobami, którzy okażą się najlepszą opoką nawet w najgorszej sytuacji. Bo to właśnie w takich momentach ludzie pokazują swoje prawdziwe intencje. Największe gówno zaczyta się wtedy, kiedy przychodzi matura, kiedy przychodzą studia, kiedy zaczyna się wojna o to, kto jest lepszy od drugiego. Wtedy, kiedy ktoś może mieć lepiej od drugiego, wkładając w to mniej wysiłku. Kiedy jednemu się udaje coś większego. Kiedy jedno ma lepszą pracę, kiedy ktoś dostaje lepszą punktacje z projektu, nawet przy takich małych sytuacjach, jak różniąca się ocena ze sprawdzianu, do którego uczyliście się razem. Wszędzie, nawet w najmniej ważnych i drobnych sprawach można dostrzec przyjaciela. 


Pamiętajcie, aby skupiać się na ludziach, którzy są warci waszej uwagi. Wyrzućcie tych, którzy nie dają wam nic od siebie. Bo najgorszy jest moment, kiedy okazuje się, że osoba której ufamy, ta przyjaciółka z którą siedzisz w ławce od dwóch lat i gadacie o wszystkim- zawiedzie. Po prostu zawiedzie, okaże się najgorszą szują, jaką widziałeś w życiu. Otaczanie się odpowiednimi ludźmi zawsze poprawia samopoczucie, a czasami nawet ratuje dupę od najgorszego. Myślcie o sobie pierwsi, nie dogodzicie nikomu, dopóki sami nie dogodzicie sobie.

XOXO,

Ola

ON THE WAY TO FIND MYSELF

2016/11/02

ON THE WAY TO FIND MYSELF

Nie tylko chcę osiągnąć cel w życiu, ale czuć się w nim spełniona.

Przechodząc po różnych stronach w internecie, czy to youtube, czy to blogi czy instagram zauważyłam, że im więcej ludzie mówią, tym mniej mają do powiedzenia. Wszyscy teraz zamykają się w sobie, mówią tylko o tym, o czym pozwolą im menadżerowie, sponsorzy czy opiekunowie. Ewentualnie ograniczają się swoją wiedzą do przydzielonej tematyki i nawet nie mają pojęcia co się dzieje na świecie. Przyznam, że jakiś czas temu również miałam zamknięte oczy na inne tematy, niż to co dotyczy mojego bloga i moich zainteresowań. W pewnym momencie poznałam kogoś, kto pokazał mi jak widok na świat i otoczenie jest ważne. Jak potrzebne jest własne zdanie i ile wartości to za sobą niesie. To jest start, na odkrywanie samego siebie. Większość ludzi w moim wieku zaczyna studia, planuje swoje życie i jest pewnym tego co chce robić. Ja? Oczywiście mam plany. Moje plany się snują na najbliższe cztery lata. Chcę skończyć szkołę, chcę iść na studia i dalej się uczyć. W najbliższym roku chcę zwiedzić kolejne państwa i nadrobić stracony czas w dzieciństwie, kiedy siedziałam na dupie i nic ze sobą nie robiłam. Jednak plany planami. Wyjazdy i nauka. Wszyscy zawsze skupiamy się na tych prostych rzeczach. Czasem w tym wszystkim gubiąc samych siebie. Mam 18 lat i szczerze mówiąc?... nie znam samej siebie. Idę przed siebie i czuję się, jakbym żyła w ciemni, chodziła po omacku przez wszystko co mi się przytrafia. Z jednej strony czuję się trochę artystką, lubię przekazywać emocje poprzez fotografię, pisanie, nagrywanie filmów, muzykę, taniec, śpiew czy odgrywanie roli. Z drugiej strony nawet sama nie znam tych emocji. W życiu niczego mi nie brakuje, mam kochającą rodzinę, dom, dobrych znajomych, jednak cały czas brakuje mi czegoś, i jakby ktoś mi kazał podsumować swoje życie i powiedzieć czy jestem szczęśliwa... odpowiedziałabym, że nie. Z wiekiem sobie uświadamiam, że do szczęścia nie są nam potrzebne tylko rzeczy materialne, rodzina, miłość i samorealizacja, ale również znajomość samego siebie, sami sobie jesteśmy potrzebni bardziej niż nowe Audi czy willa z basenem. Na najbliższe lata, poprzez wszystkie moje plany na wyjazdy jest też drugie dno- poznanie samej siebie. Odnalezienie celu i swojej roli w tym świecie. Chciałabym, aby w końcu ten blog zaczął nieść za sobą jakieś wartości, przeznaczenie, aby moja rola tutaj miała sens dla Was, ale również i dla mnie. Prowadzenie tej strony zawsze było w większości przeznaczone dla moich czytelników. Dla mnie trochę jak dodatek do pamiętnika (tak, piszę go od kiedy tylko umiem pisać) i wspomnień, których nigdy nikt mi nie zabierze (nie to co ostatnia kasacja dysku na moim komputerze, a za tym poszły wszystkie moje zdjęcia z ostatniego roku). Chcę pokazywać tu jak dążę do celu, jak odkrywam siebie i dzięki jakim rzeczom. Pokażę trochę tej prawdziwej mnie. Znów chcę odczuwać tą radość życia, kiedy byłam małą Olą. I bez bicia przyznam, że od kiedy zaczęłam zdobywać większe pole obserwujących i się przedstawiać jako Aleksandra, to w dupie mi się poprzewracało. Zaczęłam wiele rzeczy często robić pod publikę, tak aby przykuć jak największą ilość widzów. Teraz z miłą chęcią ukryłabym tą nieszczęsną liczbę obserwujących i polubień pod każdym zdjęciem. Zauważyłam , że przez to nie tylko popsułam się kiedyś ja, ale też wiele innych ludzi. To jak niektórzy zmieniają nastawienie (pozytywne jak i negatywne) do osób z większą ilością followersów jest aż przytłaczające. Jednak chociaż mnie zawsze interesowała moja oglądalność, nie przykuwałam uwagi do osób z większą ilością. Tak naprawdę wszyscy jesteśmy równi, ja nie jestem lepsza od nikogo i nikt nie jest lepszy ode mnie. Mam nadzieję, jak najszybciej się odciąć od poczucia bycia dla publiki, ale zacząć w końcu być dla siebie i życzę tego każdej osobie.
Oczywiście nadal chcę publikować tutaj posty modowe czy z sesji zdjęciowych, bo tego jestem w sobie na sto procent pewna, że jest to coś co lubię. Mam nadzieję, że w niedalekim czasie również będę w stanie otworzyć własną stronę internetową, jednak na ten moment mam sporo kosztów przeznaczonych na samorealizację. Myślę jednak, że spodoba Wam się trochę nowości na moim blogu, szczególnie ta tematyka, kiedy wiele osób w moim wieku samo się pogubiło w tym ogromnym świecie. A odkrywanie siebie, swoich emocji, poznawanie coraz większej ilości rzeczy, samorealizacja są najważniejszymi rzeczami, jakie każdy człowiek powinien posiąść.