recent posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TeenBlog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TeenBlog. Pokaż wszystkie posty

DOBRY TOWARZYSZ NA STUDNIÓWKĘ

2017/10/31

DOBRY TOWARZYSZ NA STUDNIÓWKĘ
Po otrzymaniu rok temu dwóch różnych wiadomości od dwóch różnych osób o treści "Dzięki za zjebanie mi studniówki" i "Wielkie dzięki za super zabawę, z nikim nie bawiłbym się lepiej, najlepsza partnerka ever", postanowiłam napisać ten post i może uratuje on czyjąś studniówkę.

Każdy raczej wie co to nasza tytułowa studniówka- bal maturalny, gdzie przypominają nam, że zostało tylko 100 dni do matury i jest coraz mniej, po czym mówią "idźcie się bawić". Paradoks. Myśląc studniówka myślimy o zabawie, dużej imprezie ze swoją ostatnia klasą, gdzie jest cała szkoła i możemy z każdym napić różnych trunków. Oczywiście jest też masa zdjęć i oczywiście na tych zdjęciach pięknie pozujemy z naszymi partnerami. Osoby, które mają swojego wybranka już nawet nie starają  się o "Prom?" na opakowaniu pizzy, bo to przecież sprawa oczywista, jednak reszcie, której mama natura dała przysłowiowe "szczęście w kartach" zaczynają mieć problem. Dla niektórych mniejszy, dla innych nieco większy. Niektórzy biorą ze sobą dobrą dupę, która ma wyglądać dobrze przed kumplami z klasy, a niektórzy starają się o kogoś z kim będą dobrze się bawić, z kim wiedzą i mają pewność, że ta studniówka będzie niezapomniana. Zanim zdecydujecie, jaką postawę obierzecie...

...po prostu doczytajcie resztę.


Z własnego doświadczenia i obserwacji, w tym i nie tylko tym roku polecam wybrać postawę numer 2. Może moją prawdziwą studniówkę dzięki temu będę miała w 100 udaną. Wiecie, czasem jest tak, że chociaż mamy ogromną grupę znajomych, nie udało nam się wybrać tej osoby, z którą myśleliśmy, że będzie niezła impreza. Szukamy po znajomych, znajomych naszych znajomych, zajrzymy na instagrama i poprzeglądamy laseczki z lokalizacji naszego miasta- może jakaś dupeczka się trafi. Oststnio nawet na Tinderze widziałam opisy "Szukam partnerki na studniówkę"- powodzenia. Postanawiamy iść z nieznajomą sobą, przecież wygląda bardzo dobrze, pewnie nieźle tańczy i zabawa będzie niezapomniana- jeszcze jak się znajomi będą patrzeć AHHH- będzie lans. Spotykacie się, pogadacie dwa czy trzy razy, stwierdzasz "myślę, że będzie okej". Dopasowujecie do siebie kreacje jak kol wiek (byleby nie wyglądać jak para figurowa) i idziecie. Robicie zdjęcia, tańczycie poloneza po czym zabawa się kończy. Okazuję się, że to totalnie nie to, nie potraficie się razem bawić, siedzicie w niekomfortowej ciszy, nie macie wspólnych tematów i studniówka z partnerem/ką okazuje się niewypałem. W zasadzie tym niewypałem rok temu raz byłam ja. Zapraszając osobę której totalnie nie znacie zazwyczaj kończy się jedną wielką klapą. Jednak w drugą stronę też tak działa, nie chodźcie z ludźmi, których nie znacie. Chyba, że dostajecie od partnera wolną rękę do robienia czego się chce i posiadania go w czterech literach, szczególnie, kiedy na studniówce są Twoi znajomi, jednak osoba z którą idziesz za nimi nie przepada.

Więc kogo najlepiej wziąć? Najlepiej jest jak masz chłopaka albo dziewczynę. Problem się od razu rozwiązuje, no chyba, że nie chcesz z nim/nią iść. To wtedy masz większy problem niż ci się zdaje. Jednak jeżeli jesteś sama, to najlepiej wziąć osobę, którą chociaż dobrze znasz i umiesz się z nią bawić. Nawet nie wiecie jak opcja posiadania odpowiedniego partnera jest ważna, do dobrej zabawy. To z tą osobą, będziesz siedzieć przez cały okres trwania studniówki (chyba, że ta osoba zajmie się sama sobą, albo ty), będziesz musiała się wstydzić, jeżeli odwali coś głupiego, w sumie to jej płacisz za wieczór, więc staraj się właściwie wyciapać pieniądze. I to ty będziesz potem patrzyła na wasze zdjęcia ze studniówki. A lepiej mieć dobre wspomnienia, uwierzcie.

Myślę, że nie muszę podawać więcej powodów dlaczego iść z kimś kogo się zna. Pamiętajcie też, aby wybrać taką osobę, z którą TY będziesz się dobrze bawić, a ona z Tobą też. Nie bierz najbardziej imprezowej osoby, tylko ze względu na to, że jest imprezowa, kiedy ty nie jesteś. Dopasują osobę, która będzie dopasowana do Ciebie.

Studniówkę ma się tylko raz, więc postaraj się spędzić ją jak najlepiej!

ODPOWIEDNI UBIÓR NA STUDNIÓWKĘ

2017/10/24


Z racji tego, że okres studniówkowy całkiem blisko, postanowiłam się z Wami podzielić cennymi uwagami przy wybieraniu odpowiedniej sukienki na ten wyjątkowy wieczór. Dla jednych jedyna noc w swoim rodzaju, dla drugich kolejna formalność. Ale w obu przypadkach każda z nas chce wyglądać pięknie.

MAM TYLKO 19 LAT

2017/10/15


Mam aż 19 lat i nic ze swoim życiem nie zrobiłam...

W zasadzie powinnam teraz uczyć się do sprawdzianu, jednak jakiś czas temu natchnęło mnie, aby napisać ten post. Parę dni temu siedziałam przed lustrem patrząc się na siebie, zastanawiałam się nad tym jak to się stało, że zaraz będę miała 20 lat i nic ze swoim życiem nie zrobiłam. Dziewczyny w moim wieku typu Angelika Mucha czy Julia Wieniawa podążają cały czas za marzeniami, podróżują po świecie, ładnie wyglądają i mają przepiękne ubrania, o których ja mogłabym tylko pomarzyć (i w zasadzie serio śnią mi się po nocach!). Chociaż nie podzielam całej ich pracy naprawdę je podziwiam. Mówię to całkiem szczerze i bez najmniejszego sarkazmu. Ponieważ dziewczyny dotarły na sam szczyt same i nikt im w tym nie pomagał.

NAJLEPSZE SERIALE NA JESIEŃ

2017/10/13

Post nie na Waszą prośbę, ale myślę, że będziecie z niego bardzooo zadowoleni. Dostając setki pytań dziennie na moim Snapchacie  Hej Ola, jakie seriale polecasz? w mojej głowie pojawiają się setki nazw, mój mozg się przegrzewa i odpisuje chamskim Nie wiem 😂 Ale spokojnie, przyszłam Wam na ratunek!

Większość seriali jakie oglądam, oglądam w serwisie Netflix więc naprawdę nie wiem, gdzie poszczególne możecie obejrzeć. Jednak naprawdę polecam wam wykupić już ten pakiet miesięczny, bo po moim pół roku użytkowania nie wyobrażam sobie dnia bez Netflixa. Szczególnie, kiedy teraz na jesień wyszło tyle genialnych filmów i seriali, że nie ma nic lepszego, jak jesienne Netflix & Chill 💖 

Myślę, że poświęcę na seriale trochę więcej niż tylko jeden post. Pomyślałam, że podzielę moje ulubione seriale na poszczególne pory roku, abyście mięli czas je wszystkie obejrzeć, zanim dostaniecie dawkę kolejnych serii.

Jesień bardzo kojarzy mi się z siedzeniem w beżowym kocu, przy kominku, popijając kakao z bitą śmietaną i oglądaniem przyjemnych, romantycznych seriali. Świat potrzebuje Plotkary.

PLOTKARA 


Mój staż w Portsmouth

2017/10/08

Jeden post a dwa miesiące widzę, że nikomu tak nie przeszkadza. Mój blog skupia coraz mniejsze zainteresowanie, ale w sumie nie przeszkadza mi to. Mam takie miejsce coś jak mój pamiętnik, do którego jakieś grono ma tylko dostęp. Zauważyłam w ogóle ostatnio, że media społecznościowe zapewniają już wszystko, co kiedyś zapewniały blogi. Mamy aplikacje w telefonie, które same nas powiadamiają o nowych zdjęciach, video czy wpisach. Długie wywody zeszły na dalszy plan i  cały czas się zastanawiam czy to dobrze, czy to źle.

Mam teraz chyba najdłuższe paznokcie w życiu i tak trudno mi się pisze ten post, że nie wiem czy się już z siebie śmiać czy płakać... 😂


DZIEŃ BEZ MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH

2017/04/01

DZIEŃ BEZ MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH

Ostatnio z własnych doświadczeń, obserwacji, na przykładzie seriali i filmów dostrzegłam największą wadę współczesnych ludzi. Ojj tak, wszyscy może się do tego nie przyznają, niektórzy wiedzą, jednak nic sobie z tym nie robią (często jestem w tej grupie)- media społecznościowe. Potrzeba pokazania wszystkim dookoła jak świetnie się bawimy, gdzie jesteśmy, co jemy, z kimś spędzamy czas, czy co nowego sobie kupiliśmy.

Co śmieszniejsze, właśnie w tym momencie pisząc ten post, zrobiłam sobie przerwę, aby udostępnić na Facebooku nutę, której teraz słucham... I poczułam, że totalnie nie mam już nad tym kontroli, wychodzi to odruchowo. Odruchowo, kiedy dzieje się coś ciekawego wyciągam Snapchata, aby pokazać wszystkim co widzę, kiedy podają mi ładnie jedzenie, wyciągam telefon, aby zrobić fotę na Instagrama, a kiedy mam jakieś "deep thinking" wchodzę i to Tweetuję. Jakby się tak zastanowić, nie mamy już nawet swojej prywatnej przestrzeni, bo nawet moją sypialnię można znaleźć na Instagramie i codziennie na Snapchacie. Nawet jeżeli chciałabym się ukryć przed całym światem, moi "Nearby Friends" na Facebboku będą wiedzieć, gdzie jestem. Totalny brak prywatności. Bez problemu można to nazwać dekadentyzmem XXI wieku.



Wyobraźcie sobie dni bez codziennego budzenia się i sprawdzania nowych snapów, zamiast tego miły poranek z książką i kawą na balkonie, tarasie czy parapecie lub prawdziwe spotkanie w pobliskiej kawiarni na śniadanie, kiedy wszyscy naprawdę się widzimy.
Wyobraźcie sobie popołudnie, kiedy zamiast nagrywać śmieszne snapy sprzed bloku, wybierzecie się ze znajomymi na jakąś ciekawą wycieczkę.
Ewentualnie przypomnijcie sobie jak na ostatniej imprezie byliście tak pijani, że dodawaliście zdjęcia schlanej mordy na Instagrama, a budząc się rano nie mieliście nigdy wcześniej większego kaca moralnego. Chyba, że mam przypomnieć, jak się pokłóciłaś z przyjaciółką, bo ktoś Cię nagrał, jak śmiałaś się z jej ex. Nie chcę nawet wyliczać ilu spin bym uniknęła, gdyby nie media społecznościowe.

Jednak nie myślcie, że uważam media społecznościowe za największe zło na świecie. Wyszłabym wtedy na największą hipokrytkę, jaką świat widział. Dzięki mediom społecznościowym mogę zobaczyć jak normalnie żyje moja ulubiona piosenkarka lub aktorka. Ludzie mają potrzebę dowiadywania się o czyimś życiu jak najwięcej- ludzka ciekawość. Jednak przez to wytwarza się potrzeba pokazywania wszystkim swojego życia.

Jakbym miała spojrzeć na swojego instagrama, stwierdziłabym, że jestem uśmiechniętą dziewczyną, którą każdy lubi, ma dużo przyjaciół, dużo pieniędzy, śmieszną, która nie ma za dużo w głowie. W zasadzie do idealnego życia tylko krok. Pewnie nie wie co to kompleksy, patrzy tylko przez różowe okulary i jest ogromnie pewna siebie. Jednak dla mnie to jedno wielkie kłamstwo.

Moje życie nie jest idealne, na wszystko pracuję sama, największą zabawą jest dla mnie nauka i moje zainteresowania, cieszę się z małych osiągnięć, nie mam swojej najlepszej przyjaciółki, a grono znajomych z którymi się widuję jest naprawdę nieliczne. Jestem pewna siebie, kiedy wiem, że mogę sobie na to pozwolić. Jestem taka jak każdy, od nikogo lepsza, od nikogo gorsza.

Ludzie zaczęli się kierować liczbą followersów na instagramie, jakby był to wyznacznik fajności. Zmienił się diametralnie system wartości, w tym świecie jeżeli nie masz określonej ilości lajków pod profilowym to odpadasz z gry, a największa beka jest, kiedy nie masz chociażby setki. Nie chcę wiedzieć ile bym zmarnowała wspaniałych przyjaźni, jeżeli patrzyłabym przez pryzmat portali społecznościowych. Chociaż sama pamiętam, kiedy za czasów aska chciałam aby mój przyszły chłopak miał fajnego instagrama (ale to kiedy byłam jeszcze młoda i głupia), popełniłabym chyba największy błąd swojego życia.



Zastanawialiście się kiedyś ile marnujecie dnia? Budzicie się rano, sprawdzacie Snapchata, Instagrama, Facebooka, Twittera, Youtube, Messengera i Tumblra, czasem jeszcze zajrzycie na Tindera i w inne aplikacje. Mija godzina, wstajecie, ktoś wysłał snapa, więc sami odeślecie, przy śniadaniu zamiast obejrzeć wiadomości, lub porozmawiać z mamą, obejrzycie jakiś filmik na Youtubie, w szkole nudno, więc przejrzycie Facebooka, po lekcjach Instagram i jakieś parę godzin przewijania Snapów. Nie chcę wiedzieć jak dobre oceny bym miała, gdyby nie media społecznościowe. Potrafię spędzać przed spaniem 5 godzin na robieniu tak naprawdę NICZEGO. Dobija mnie to już za bardzo.

Oczywiście są też profity jeżeli uda nam się trochę wybić, bo kto nie lubi pieniędzy. Taaak, pieniądz rządzi światem i wszyscy jesteśmy tego totalnie świadomi. Jednak trzeba sobie uświadomić, że w pewnym momencie to wszystko się skończy, zacznie się era czegoś zupełnie nowego i nie będzie już tak kolorowo. Zawsze trzeba mieć swój plan awaryjny, trzeba się kształcić, bo kiedy w końcu wyjdziemy z gry, możemy zostać z niczym. Nigdy nie myślałam, że blog będzie  moim sposobem na życie, kształcę się nie tylko ogólnie, ale też w zawodzie, planuję studia i planuję się rozwijać. Nie jestem pewna, czy za rok, za dwa, blogi nadal będą na topie, czy instagrama nie zastąpi inna aplikacja, może ludzie stwierdzą, że jest to dla nich zbędne. W pewnym momencie sama będę musiała zrezygnować z mojej działalności, dla swojego dobra, dla dobra mojej rodziny.

Jakiś czas temu stwierdziłam, że może to moja ostatnia szansa, aby w końcu się od tego wszystkiego odciąć. Książki same się nie przeczytają, dobre oceny w dzienniku same się nie wstawią, filmy same się nie obejrzą i życie samo się nie przeżyje, a wspomnienia z dupy się nie stworzą. Czas zacząć szanować czas. Wyłączyłam powiadomienia, snapy, komentarze czy polubienia nie wyświetlają mi się na ekranie i może brzmi to śmiesznie, ale dzięki temu moje korzystanie ze społeczności spadło o 50%. Poświęcam więcej czasu na moich znajomych, na chwile, które razem spędzamy. Muszę się naprawdę nudzić, aby wejść w folder "Społeczności". Staram się więcej czasu poświęcać ludziom, którym kocham, książkom, rodzinie.

Media społecznościowe są dobre, jednak tylko wtedy, kiedy znamy granice, wiemy co możemy umieszczać, ile czasu możemy na nie poświęcić. Wyłączcie na jeden dzień powiadomienia, zobaczcie ile czasu możecie zyskać i ile czasu zawsze traciliście.

Powodzenia,

xoxo

Ola

LEKCJE Z 2016

2017/01/09

LEKCJE Z 2016

Nie wiem jak wy, ale ja cieszę się, że 2016 dobiegł już końca. Chociaż krążąc po mediach społecznościowych i słuchając moich znajomych, mogę śmiało przyznać, że nie jestem jedyną osobą, która się tym końcem cieszy. Ten rok był dla mnie dość trudny, zaczynając od problemów z ludźmi, przez podejmowanie trudnych decyzji, kończąc na odkrywaniu siebie. Ogółem nie uważam, że zmarnowałam ten rok, ponieważ lekcje, jakie mi życie dało ogromnie mi się przydadzą (,,nigdy porażka, zawsze lekcja") i będę się starać zawsze na nie patrzeć.

Przyznam się, że nie miałam wcześniej bardziej stresującego roku. Przynajmniej sobie nie przypominam. Prawo jazdy, problemy egzystencjalne, z przyjaciółmi, oczekiwania, zawody. Nagle najbliżsi ludzie, stają się tymi najdalszymi, a najdalsi- najbliższymi. Brałam dużo tabletek na uspokojenie, które często nawet nie pomagały, a ja bałam się o swoje zdrowie. Chociaż do tej pory awaryjnie mam parę na zapas w portfelu. Każdy się śmiał, że przez to schudnę tak, że będę robiła za wieszak na ubrania, myślałam, że chociaż taki plus tego będzie, ale nie- przytyłam 8kg, paradoks i śmiech na sali. Teraz patrząc wstecz, żałuję, że się tak wszystkim przejmowałam. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy zadawałam sobie pytanie "Czy było warto?". Zawsze odpowiedzą na to pytanie było "Nie". Niepotrzebnie wylane łzy, niepotrzebnie niszczyłam sobie zdrowie. Czasem lepiej jest odpuścić. Jeżeli jesteśmy dobrymi ludźmi, dobro zawsze przejdzie na naszą stronę.

Największym minusem jest stracony czas. Chociaż cały czas zastanawiam się, czy słowo ,,stracony" jest tutaj odpowiednie. Z jednej strony uświadamiam sobie ile mogłam zrobić fajnych rzeczy, innych, gdybym spędziła go inaczej, nie marnując czasu na zbędnych ludzi, zbędne rzeczy i godziny patrzenia się w sufit i rozmyślaniu nad tym. Z drugiej patrzę na to ile dzięki temu się nauczyłam. Każde przeżycie, nowa sytuacja jest dla nas wspaniałą lekcją. Nie można nazwać nauki stratą czasu, zawsze kiedy dowiadujemy się czegoś nowego, jest to brylancik wpadający do naszej głowy. Nic nie da nam takich lekcji, jak życie.



2016 był dla mnie rokiem w którym dużo mówiłam, a mało robiłam. Do tej pory w każdym zeszycie znajduję z tyłu kolejne zapiski, projekty, pomysły czy nawet wynalazki. Może dwa moje pomysły się ziściły. Mam ten problem, że kiedy już wpadnę na jakiś pomysł, chciałabym go jak najszybciej zrealizować, siedzę nad każdym, potem zapominam, zajmuję się czymś innym i skaczę od jednego do drugiego, może pod koniec kolejnego miesiąca zajrzę, do tego nad którym pracowałam tydzień temu, bo teraz zajmuję się czymś innym. Kończy się zawsze tak samo- że do końca niczego nie robię. Ustaliłam, że w 2017 roku nie będę popełniała tych błędów. Teraz już wiem, że jeżeli coś zaczynam, jedną konkretną rzecz muszę się nią zająć od początku do końca i cisnąć, aż do skutku. Jeżeli zajmujemy się za dużą liczbą rzeczy, robimy sobie niepotrzebny bałagan i zaczynamy się gubić. To tak jak z bałaganem w pokoju. Położysz na komodzie kanapkę, potem zapomnisz, albo myślisz, że zajmiesz się tym jutro, obok niej jutro ląduje jabłko, potem położysz na to ścierę, albo zrzucisz, w ciągu 3 dni, nie wiesz gdzie to jest, twój pokój zamienia się w kompletny syf. A jak już widzisz, że się nie da przejść, zaczynasz sprzątać i to co zostało jest już na tyle bezużyteczne, że wyrzucasz to do kosza.

Może teraz coś, co naprawdę kocham oooo tak...

Podróże. Podróże kształcą. I chyba nie muszę o tym tak długo pisać, chociaż każdy wie, że mogłabym o tym pisać i opowiadać godzinami. Tyle ile nauczyłam się dzięki podróżom, nie nauczyłam się w szkole z podręcznika. I nie chodzi mi już o to, ile dzieł sztuki zobaczyłam w Petersburgu, ile odwiedziłam muzeów, kościołów, z iloma przewodnikami nie rozmawiałam. Chodzi o zwykłe życie, poznawanie różnych kultur, ludzi, języków, zdobywanie doświadczeń. Uwielbiam poznawać nowych ludzi. Uczyć się od nich, nikt Ci tak nie pokaże cudzej kultury, żaden film, żaden podręcznik... no chyba, że chcesz jedynie się dowiedzieć w jakim roku powstał Teatr Maryjski, ale to każdy głupi potrafi. Mnie zawsze interesowały te mniej turystyczne miejsca, kawiarnie, place, budowle, które mają swoją tajemniczą przeszłość. Poznawanie tamtejszych ludzi, legend, plotek, historii. Życie typowego tamtejszego. I ile się nie nasłuchałam stereotypów o ludziach, że Ruscy to są tacy, że Ukraińcy to tacy, a Włosi to jeszcze inni. Spotykając się z ludźmi, rozmawiając z nimi, nigdy w życiu nie połączyłabym znanych mi stereotypów z poznanymi mi ludźmi. Chyba, że może po prostu nie spotkałam typowego Kowalskiego...

Jednak nikt tak nie trzyma przy ziemi jak wiara w siebie, w swoje możliwości. Trzymanie się swoich ideałów, zasad, ludzi, którzy Cię nigdy nie zawiedli i na których można polegać. Być zawsze z rodziną, nieważne czy tą genetyczną, czy bandą z podwórka. Rodzina to nie tylko więzi DNA, ale to ogrom uczuć, powiązań- ważnych. Czasem więzy krwi nie wystarczają. Olać resztę ludzi, którzy nie mają o nas pojęcia, nie mają żadnego wpływu na naszą przyszłość i na nasze życie. Niektórzy czasem nie są warci abyśmy zamienili z nimi słowo. Są ludzie, którzy zawsze będą chcieli uprzykrzać życie innym aby pokazać się w towarzystwie, zapunktować u kumpli, kiedy powiedzą coś głupiego, byleby otrzymać czyjąś aprobatę. Ludzie zakompleksieni, mający masę swoich problemów na głowie, lub po prostu znudzeni życiem. Zazdrość, zawiść, coś czego oni nie mogą dosięgnąć, albo Ci, którym czegoś brakuje. Zauważyłam, że ludzie często nie lubią innych ludzi, którzy są pewni siebie, mają wszystko w dupie i dążą tylko swoją ścieżką. Z miłą chęcią o tym poczytam, jeżeli podrzucicie mi jakąś książkę. Dla mnie jest to nie do ogarnięcia. Jak można tak bardzo interesować się czyimś życiem i jak może czyjś smutek sprawiać przyjemność, szczególnie, kiedy nic nikomu nie zrobimy.

Po prostu róbmy w życiu swoje, nie zwracając uwagi na innych ludzi. To my rządzimy swoim życiem. Korzystajmy więc z niego ile tylko wlezie, róbmy głupoty, popełniajmy błędy, zbierajmy doświadczenie, przepierdalajmy pieniądze i wystawiajmy głowę z pociągu tylko po to, aby popatrzeć na domy i ludzi wokół torów. Walczmy o nasze.



2016 był rokiem, przez którego nie mogę zliczyć siniaków na dupsku. Pokopał mnie tak, że gdyby tylko miał twarz, to byśmy sobie inaczej porozmawiali. Powinien sobie szukać prawnika.

Jednak uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Ale dzięki temu wkraczam w 2017 rok z metalowym zadkiem, wieloma zapiskami w dzienniku, które od razu po przeczytaniu dają mi motywację i nakazują się nie poddawać i iść dalej. Tamten rok był rokiem dla mnie. Abym się z niego uczyła ile tylko mogę. Z pewnością zauważyliście moją zaniżoną aktywność na mediach społecznościowych, blogu, wszędzie. Musiałam poświecić czas sobie. I z dnia na dzień czuję się mądrzejsza, zdobywam wiedzę, którą nigdy nie myślałam, że się zainteresuję, uświadamiam sobie z dnia na dzień coraz więcej rzeczy. Jakby nie patrzeć na wszystkie minusy w ciągu całego 2016 roku, wyciągnęłam z niego o wiele więcej plusów. Zobaczyłam kto jest uczestnikiem w moim życiu, a kto tylko obserwatorem, kto podkładał mi kłody, a kto je zabierał. Dziękuję wszystkim, dzięki którym ten rok dał mi tyle ile tylko mogłam zgarnąć dla siebie, którzy pomogli mi zrozumieć kim jestem i czego potrzebuję. Dziękuję tym, którzy zawsze byli przy mnie. Nie zapomnę tego co dla mnie zrobiliście nigdy.

Mam nadzieję, że niektóre moje posty o akceptacji siebie, motywacyjne Wam pomogły i chociaż tutaj nie zmarnowałam tego czasu. Jestem z Wami szczera, chcę jak najwięcej dać od siebie. I chociaż wiem, że moja liczba czytelników znacznie spadła, mój blog nie cieszy się taką popularnością jak kiedyś, czuję się spełniona pisząc tutaj. Od jakiegoś czasu się nawet zastanawiałam, czy może nie napisać książki? Może się to wydawać głupie, ale im więcej piszę tym bardziej czuję, że chciałabym pokazać światu prawdziwą mnie. To co siedzi głęboko, głęboko i nie każdy ma do tego dostęp. Wszystkie moje doświadczenia z tego roku pokazały mi, pokazałam samej sobie, że jestem wartościową osobą. Nie jestem tylko ładnie wyglądającą osobą wstawiającą foteczki na instagrama, ale umiem myśleć, trzymam się swoich zasad i z czasem jestem coraz silniejsza.
Życzę każdemu, aby poczuł się dobrym człowiekiem. Jeżeli sami nie zaakceptujemy siebie, to dlaczego ktoś inny ma nas zaakceptować?

XOXO,

Ola


❦ First Day Of Fall ❧

2016/09/23

❦ First Day Of Fall ❧

O tak! Witamy Jesień. Moim zdaniem- najlepsza pora roku. Ściany pokryte czerwonym bluszczem, długie swetry, kozaki, spacery złocistym lasem, piernikowa latte, zapach świeżo zerwanych grzybów, które tata zawsze przynosi po porannym grzybobraniu. Ogniska przy których zawsze jest ciepło i ten charakterystyczny, jesienny zapach. Nawet ta sama, poranna herbata nie smakuje tak samo dobrze, jak w jesień, oczywiście w dresach i frotowych skarpetach. Nie zapominając oczywiście o świeczkach, które są wspaniałym dodatkiem do mojego pokoju w tym okresie.
Zaczynając tą piękną porę roku, chciałabym Wam zarzucić paroma inspiracjami, które mam nadzieję, że Wam się spodobają. Jesień to czas, w którym ukazują się najlepsze kolekcje, wchodząc do sklepu, zalewa mnie fala przepięknych kolorów i ubrań. Jesień daje nam możliwość wykazania się, zaszalenia z kolorami, różnymi wariantami łączenia. I do tego podaje nam to wszystko jak na tacy!
Z jesienią kojarzą mi się również... zagraniczne vlogerki. Jestem ogromną fanką Evy Gutkowski (@mylifeaseva), Sierry Furtado (@sierrafurtado) czy Meredith Foster (@meredithfoster) i zawsze kiedy (jak każda kobieta) nie mam co na siebie włożyć, zaglądam właśnie na ich instagramy. Są moją ogromną inspiracją i nie mogę się już doczekać fali ich filmików "my fall morning routine". Niby pięć minut pokazywania zwykłych czynności, które i tak większość z nas robi, a jednak można podgapić parę fajnych kosmetyków lub jedzenia! Może i ja powinnam Wam pokazać moją jesienną rutynę? Co wy na to?






Mam nadzieję, że takie posty raz na jakiś czas Wam się przydadzą i coś z tego wykorzystacie. Lubię te chińskie strony za to, że znajdzie się tam wszystko, chociaż nie ukrywam, że można spotkać coś bardzo słabej jakości. Ale właśnie od tego są opinie, które można przeczytać pod opisem produktu. Wiele rzeczy znalezionych na właśnie stronach typu SheIn czy Romwe można zobaczyć w sieciówkach. Zdarza się nawet, że na chińszczyźnie dostaje się rzeczy, które nie poszły do sprzedaży przez jakiś niedokładny szew, albo prototyp z trochę gorszego materiału. Cieszę się, że (nie ukrywając) mam możliwość współpracy z takimi stronkami. Moje posty nie mają na celu zachęcić Was do sprzedaży, ale zainspirować. Są trochę pomocą, ponieważ jak sami wiecie, jestem jeszcze małolata i nie mam na tyle pieniędzy, aby latać po galerii i kupować wszystko co mi się spodoba, szczególnie, że teraz w każdej sieciówce znajdujemy to samo i do tego mało ciekawe. Także jeżeli podobają Was się moje stylizacje, bądź nie macie co do roboty- poklikajcie w linki pod każdymi zdjęciami- dzięki temu dajecie mi możliwość dalszej pracy z chińskimi sklepami. Będę bardzo wdzięczna i na pewno się odwdzięczę nowymi stylizacjami, postami i inspiracjami :)


Dziękuję też za każde miłe komentarze na moim instagramie oraz facebooku (grupa) pod zdjęciem bez makijażu! Jesteście niesamowici i cieszę się, że otaczają mnie tacy ludzie jak Wy. Takimi czynnościami dajecie mi ogromną dawkę motywacji, tak, że kiedy zapuszczam trochę mojego bloga zaczyna mi się robić zwyczajnie głupio. Dlatego też, kiedy się nie dopytujecie, ani nie widzę żadnego odzewu z Waszej strony czuję, że nikt nie ma potrzeby zajrzenia tu i poczytania tego. Ostatni miesiąc posty na blogu można policzyć na palcach u jednej ręki i chcę, abyście wiedzieli, że mam teraz takie wyrzuty sumienia! Te wakacje były inne, jak w tamtym roku robiłam tyle wspaniałych rzeczy, ten rok był strasznie monotonny. Jedynie jestem strasznie zadowolona z wyjazdu do Petersburga oraz Rmini! Moje dwa, pierwsze wyjazdy za granicę i nie mogę doczekać się już kolejnych. Mogę już nawet zdradzić, że na pewno w następne wakacje będę robiła kolejny obóz dla Was jak i postaram się Was zebrać na wyjazd zimowy. Ale do tego mamy jeszcze sporo czasu. Więcej nie zdradzę, a żeby nie zapeszyć.


Widzimy się zatem już niedługo i życzę udanego weekendu,
Buziaki!

SAMOTNOŚĆ JEST OK

2016/08/04

SAMOTNOŚĆ JEST OK
Samotność.
Mam to chyba po mamie. Ona zawsze ceni sobie prywatność, spokój i ciszę. Lubi mieć swoje miejsce, prywatną przestrzeń, w którą nikt nie zagląda. Pewnie zauważę to bardziej, dopiero jak będę mieć swoje dzieci, które sprowadzać mi będą co chwilę znajomych- jak to w moim przypadku bywa. Jednak samotność jest bardzo potrzebna, aby dotrzeć do wszystkiego samemu, porozmawiać z kimś kto nas najlepiej rozumie i poznawać samego siebie.


Jeżeli chcemy być szczęśliwi musimy wiedzieć czego chcemy i co jest nam naprawdę w życiu potrzebne. I nie mówię tu o zajebistym aneksie kuchennym, bo przecież gdzieś trzeba robić te obiady. Zwracam uwagę na nasze wewnętrzne potrzeby i pragnienia. Nadal nie wiem sama co chcę robić w życiu. Wiem tyle, że chcę wybudować piękny i wspaniały dom dla mojej rodziny i dać jej wszystko co będę mogła dać. Zawsze myślałam, że jestem towarzyskim człowiekiem, zawsze ze znajomymi, jak wyjechać to tylko z moją ekipą, jak podejmować decyzje to za pomocą tysiąca przyjaciółek. Jednak z czasem zaczęłam zwracać uwagę na zalety samotności.


Bycie samemu to coś pięknego. Może to, że nie masz masy znajomych ma Ci zasygnalizować, że po prostu ich nie potrzebujesz? Zacznij dostrzegać plusy. Chociaż można być duszą towarzystwa i miłośnikiem prywatnej przestrzeni jednocześnie. Nie róbmy niepotrzebnych barier. A za taką osobę uważam się ja. Na każdej imprezie zawsze dobrze się bawię, bez względu na towarzystwo do którego i tak z czasem się naturalnie dopasuję. Nieważne czy jestem na działce, na pustym polu z miejscem na ognisko i namiotami, na wystawie nieznanego malarza czy uroczystej gali. Nieważne czy ze swoją paczką znajomych, rodzicami mojego przyjaciela, kumplami mojego brata czy starszym gronem kobiet od mojej babci. Jednak zawsze najlepszy jest ten moment, kiedy wracam do domu. Wracam do miejsca w którym jestem sobą przed... samą sobą. Wracam do rodziny, mojej kochanej mamy, która potrafi piszczeć bardziej ode mnie, taty, któremu ostatnio kupiłam genialnego kajmaka z najlepszej cukierni "Dorotka" i mam nadzieję, że mu smakował, brata, który na wstępie mnie zwyzywa. ale wiem, że i tak mnie kocha. Oczywiście czym byłby dom bez psa, mojej tłustej Bajki, która jak wejdzie na moje jednoosobowe łóżko to zajmuje je całe. Dom to miejsce, w którym czuję się bezpiecznie i po przejściu przez próg zdejmują się wszystkie kajdanki i kule, które zakładamy kiedy opuszczamy to miejsce. 


Nagle zaczynam się martwić, czy moje kreski na oczach są takie same, czy pomada na brwiach się utrzyma (Inglot, nr 16- polecam, wytrzymuje!), czy sukienka dobrze leży i nie prześwitują mi krawędzie majtek, czy jak tak siądę, to nie powiedzą, że tak niekulturalnie. A tak w ogóle to gdzie ja położyłam tą torebkę, i czy wzięłam klucze? Jak ja wrócę do domu, a jak wrócę późno to czy rodzice nie będą źli? Właśnie, a czy rodzice nie dzwonili? Ile mam % baterii i czy wzięłam powerbanka. W ogóle to czy ja go ładowałam w nocy? To picie jest moje? Mam nadzieję, że mi niczego nie dosypali.
Teraz siedzę z zeszytem opartym o mój ulubiony magazyn "Glamour" z zeszłego miesiąca, bo nie miałam czasu go przeczytać. Podłączyłam telefon do boomboxa i słucham playlisty "Afrernoon Acoustic" na Spotify. W piżamie popijam moją ulubioną herbatę na lato i uważam, aby nie ubrudzić ulubionego swetra mojej mamy, w którym zawsze siedzę, kiedy wyjeżdża. U moich stóp leży jakaś kula, która jest milutka jak dywan, bo niedawno ją myłam. To chyba mój pies... nie trudno się pomylić. Zaraz się wezmę za czytanie książek, aby oddalić się w zupełnie inny świat. Za oknem mam czyste niebo (w zasadzie powinnam umyć te szyby).


Ludzie w całym pośpiechu, który opanował świat nie mają czasu na zwrócenie uwagi małym szczegółom, które dają naszemu życiu to coś. W pogoni za modą, nowymi trendami gubimy się i nie dopuszczamy samych siebie do siebie. Weź swoje mocne ego za rękę i przejdź się na spacer, do lasu, po łąkach, nad rzekę, czy jezioro. Siądź w kawiarni w której jeszcze nie byłaś, weź swoją ulubioną kawę lub herbatę i zacznij czytać książkę, do której się już tak zbierasz i myślałaś, że nigdy jej nie przeczytasz. Pójdź na zakupy i posłuchaj swojego najlepszego doradcy- siebie. Nikt Cię nie zna lepiej niż Ty. Musicie się polubić, w końcu spędzicie całe życie razem. Więc weź głęboki oddech i dopuść siebie do siebie
3...2...1...

TSARSKOYE SELO

2016/07/11

TSARSKOYE SELO















A więc teraz zróbmy małą stop klatkę w zwiedzaniu. Pogadajmy o czymś co wychodzi mi mniej więcej lepiej. Ubrania! Chociaż lepiej czy gorzej, zostawiam Wam do oceny. Większość by powiedziała "o gustach się nie dyskutuje", jednak jak ja słyszę to powiedzenie, czasem mnie skręca coś w środku. Oczywiście złe jego zastosowanie do sytuacji. Bo jednak pomyślmy: o czym byśmy mięli rozmawiać jak nie o gustach? Swoich upodobaniach. Dzięki temu poszerzamy swoje horyzonty, zdobywamy wiedzę i zbieramy ze sobą innych doświadczenia oraz zdania. Nie zawsze oczywiście musimy się z tym zgadzać- i właśnie o to tu chodzi. Ludzie czasem by uniknąć niepotrzebnych sporów mówią "o gustach się nie dyskutuje", jednak jak mamy nauczyć się siły argumentacji i sposobu potrzebnego nam do dalszego życia. W towarzystwie w jakim się obracam, mówienie o gustach, o swoich upodobaniach i wymiana zdań to coś codziennego, i coś co bardzo lubię. Dzięki temu, z dnia na dzień uświadamiam sobie coraz lepiej, że "ludzi jak mrówków", a każdy z nich ma inne zdanie. Pokazuje to, że chociaż na pierwszy rzut oka każdy wygląda tak samo, każdy z nas jest inny, co w podsumowaniu naciska się stwierdzenie, że im świat różnorodniejszy, tym piękniejszy.
Zaczęłam o ubraniach, a skończyłam jak zwykle na czymś innym...

LOOK:
Bluza MISS TRBL // Spodnie // Buty KEDS // Plecak TKMAXX

MIEJSCE/PLACE:
Tsarskoye Selo, Rosja/Russia

ŚWIĘTUJ PÓKI MOŻESZ

2016/06/22

ŚWIĘTUJ PÓKI MOŻESZ

Jak pewnie wiecie, nie lubię wykładać moich prywatnych spraw na bloga. Uważam, że każda osoba pokazująca się w internecie powinna zachować swoje prywatne życie za zasłoną, która oddziela rodzinę, przyjaciół i pewne sprawy od bloga, snapchata czy instagrama. Blog jest dla mnie miejscem w którym mogę Wam pokazać co siedzi mi artystycznie w głowie i nikt mi nie zabroni tego wykładać. Jednak kiedy przychodzi co do czego, czasem aby pokazać coś i oczekiwanie oddziałać na odbiorcę pozwalam sobie uchylić mojego życia Wam, moim czytelnikom. Więc powiedzmy, że to co teraz zrobię jest dla celów prawidłowego przekazu.

Od kiedy skończyłam 5 klasę podstawówki świętowanie urodzin nie było dla mnie takie ważne. Urodziny stawały się dla mnie jak każdy inny dzień, a monotonia była jeszcze bardziej monotonna. Zwykle nie robiłam niczego odmiennego, spotykałam się z przyjaciółmi- jak zawsze, siedzieliśmy przy muzyce- jak zawsze i w zasadzie wszystko co się działo- było jak zawsze. Jak pewnie zdążyliście zauważyć jestem osobą, która lubi zmiany, coś co jest na co dzień zaczyna mnie denerwować, potrzebuję zrobić coś innego, coś nowego i świeżego. W tym roku, jako, że osiemnaście skończyłam postanowiłam zrobić coś dla siebie i dla innych.






Osiemnastkę swoją stwierdziłam, że wyprawię. Dopiero po tym jak skończyłam osiemnaście w lutym. A ponieważ zawsze podobały mi się imprezy czy różne wydarzenia na świeżym powietrzu, postanowiłam je zrobić wraz z dobrą pogodą, czyli 11 czerwca. Kocham naturę i uwielbiam mieć z nią kontakt. Kiszenie się w klubie to zdecydowanie nic dla mnie. Więc postanowiłam zaprosić ludzi z całej Polski, przyjaciół, znajomych, kumpli, psiapsie, frendziaków czy jak inaczej można nazwać ludzi, z którymi lubi się spędzać czas. Zabraliśmy się z moją ekipą na działkę pod Kielcami z paroma litrami wódki i wina. Strasznie z początku obawiałam się, że nikomu nie będzie się podobać, że ludzie będą narzekać, jednak z tego co mi wiadomo każdy z nas się dobrze bawił, była muzyka, był stały zestaw co zawsze, jednak moje podejście uczyniło te urodziny wyjątkowymi. Nie zawsze ludzie, miejsce czynią czas wyjątkowym, ale nastawienie ludzi wprowadza tą niezapomnianą atmosferę. Pomimo wszystkich gorszych momentów, całokształt podsumowany na kolejny dzień wychodzi zajebiście!

Więc cieszcie się każdą chwilą spędzoną z przyjaciółmi. Nie martwcie się na zapas. Nie marnujcie czasu. Bawmy się, póki jesteśmy młodzi, póki możemy. Urodziny pokazują nam ile już pięknych momentów w życiu przeżyliśmy i ile jeszcze jest przed nami. Warto świętować to, że się żyje, że nasi przyjaciele wciąż żyją i są z nami. Spotkajmy się za cudowne chwile, cudowne wzloty i upadki. Czerpmy z życia tyle ile tylko możemy i jeszcze więcej. Drugi raz tego nie przeżyjemy.